wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Moja recenzja książki pt. „Wiecznie głodny?” David Ludwig

Książka napisana w bardzo przystępny sposób. Po jej lekturze nawet zatwardziały niedowiarek uwierzy, że nie licząc kalorii, a jedząc przede wszystkim tłuszcz i będąc nasyconym można bez wysiłku schudnąć. Pozycja opisuje niskowęglowodanowy styl życia, aczkolwiek autor nie posługuje się tym określeniem, lecz podkreśla, że jest to jego autorski program żywieniowy składających się z 3 faz, który czyni cuda. Ale to nie żadne cuda tylko natura człowieka.

W tej pozycji znajduje się kilkadziesiąt wypowiedzi osób, które spróbowały jedzenia wysokotłuszczowego bez liczenia kalorii i bez katowania się forsownymi ćwiczeniami fizycznymi, w efekcie czego schudły w obwodzie i na wadze. Gros wypowiedzi należy do osób, które przez kilkanaście, albo kilkadziesiąt lat bezskutecznie próbowały zrzucić zbędne kilogramy postępując zgodnie z tradycyjnymi zaleceniami dietetycznymi

, czyli stosując restrykcje kaloryczne i wcinając odtłuszczone wytwory inżynierii spożywczej, kończąc jak zawsze w postaci powrotu do wagi wyjściowej, a w niektórych przypadkach z dodatkowym niechcianym balastem.

Autor wprost stwierdza, że w odchudzaniu nie chodzi o kalorie i klarownie tłumaczy dlaczego kaloria kalorii nie jest równa. Tu nie chodzi o kaloryczność spożywanego jedzenia, lecz jego rodzaj – szklanka słodzonego napoju gazowanego i garść orzechów mogą mieć podobną kaloryczność, ale mają kompletnie inny wpływ na metabolizm w ciele ludzkim. David wyjaśnia mechanizmy działania organizmu człowieka powołując się na liczne przykłady oraz wyniki badań, według których diety niskokalorycznie obniżają tempo metabolizmu, natomiast jedzenie wysokotłuszczowych, ale niskowęglowodanowych produktów przyspiesza i zwiększa liczbę spalanych kalorii. W przypadku stosowania ograniczeń kalorycznych mózg uruchamia reakcję obronną przed głodem, w efekcie zwiększając łaknienie oraz zatrzymując zapasy energetyczne, czyli wałki tłuszczu. Dlatego rozwiązaniem jest jedzenie do syta, tłustej i białkowej naturalnej żywności aby mózg przestał bronić się przed głodem i podkręcił metabolizm na maksa, co sprzyja wytwarzaniu ciepła, regeneracji organizmu oraz samoistnemu powróceniu organizmu do optymalnej wagi i gabarytów ciała.

Autor porusza temat tzw. słabej woli, braku dyscypliny, lenistwa, łakomstwa, które zarzuca się grubasom jako główne przyczyny zgromadzenia przez nich zwałów tłuszczu. Tymczasem z badań wynika, że tusza nie koreluje z cechami osobowości człowieka. Im bardziej próbujemy ograniczać kaloryczność jedzenia oraz poziom spożywanego tłuszczu, tym bardziej organizm broni się przed utratą zmagazynowanych zapasów. Dlatego prędzej, czy później napad obżarstwa zdarzy się każdemu głodzącemu się, a motywacja do osiągnięcia szczupłości będzie spadać na łeb na szyję w przeciwieństwie do ilości kilogramów na wadze.

W książce wręcz łopatologicznie opisany jest proces powstawania insulinooporności, a w efekcie stanu zapalnego i gromadzenia się tłuszczu ektopowego w nieprawidłowych miejscach ciała. Długotrwałe utrzymywanie tego stanu prowadzi do cukrzycy, którą medycyna konwencjonalna próbuje leczyć farmaceutykami i zaleceniami dietetycznymi z udziałem co najmniej 60% węglowodanów w dziennej kaloryczności diety. Jest to istne wariactwo! Aby obniżyć poziom cukru we krwi należy wyeliminować przyczynę, czyli obniżyć ilość spożywanych węglowodanów.

Autor porusza ważny aspekt, a mianowicie podkreśla, że nie da się jednoznacznie stwierdzić czy problem behawioralny w postaci zaburzeń odżywiania (np. anoreksja, obżarstwo, kompulsywne jedzenie) ma podłoże psychologiczne / psychiatryczne, dopóki nie zostaną wyeliminowane czynniki biologiczne, które mogą ten problem wywoływać. Czy znasz dietetyka, który podszedłby do tematu w taki sposób?

Moim zdaniem ta książka nie jest kolejnym tekstem o żywieniu niskowęlgowodanowym, lecz jest to logiczna i przystępnie napisana rozprawa o mechanizmach funkcjonowania organizmu człowieka, zadająca kłam zaleceniom dietetycznym lansowanym począwszy od lat 70., 80. zeszłego stulecia według których należy zawsze wstawać od stołu niedojedzonym i być w ciągłym ruchu, aby spalać spożyte kalorie. A przecież długotrwałe ignorowanie głodu buduje grunt pod przyszłe przejadanie się wywoływane reakcją obronną organizmu.

Lektura obowiązkowa dla grubych i tych, co jeszcze są szczupli.