Książka napisana w bardzo przystępny sposób. Po jej lekturze nawet zatwardziały niedowiarek uwierzy, że nie licząc kalorii, a jedząc przede wszystkim tłuszcz i będąc nasyconym można bez wysiłku schudnąć. Pozycja opisuje niskowęglowodanowy styl życia, aczkolwiek autor nie posługuje się tym określeniem, lecz podkreśla, że jest to jego autorski program żywieniowy składających się z 3 faz, który czyni cuda. Ale to nie żadne cuda tylko natura człowieka.
W tej pozycji znajduje się kilkadziesiąt wypowiedzi osób, które spróbowały jedzenia wysokotłuszczowego bez liczenia kalorii i bez katowania się forsownymi ćwiczeniami fizycznymi, w efekcie czego schudły w obwodzie i na wadze. Gros wypowiedzi należy do osób, które przez kilkanaście, albo kilkadziesiąt lat bezskutecznie próbowały zrzucić zbędne kilogramy postępując zgodnie z tradycyjnymi zaleceniami dietetycznymi
, czyli stosując restrykcje kaloryczne i wcinając odtłuszczone wytwory inżynierii spożywczej, kończąc jak zawsze w postaci powrotu do wagi wyjściowej, a w niektórych przypadkach z dodatkowym niechcianym balastem.Autor wprost stwierdza, że w odchudzaniu nie chodzi o
kalorie i klarownie tłumaczy dlaczego kaloria kalorii nie jest równa. Tu nie
chodzi o kaloryczność spożywanego jedzenia, lecz jego rodzaj – szklanka
słodzonego napoju gazowanego i garść orzechów mogą mieć podobną kaloryczność,
ale mają kompletnie inny wpływ na metabolizm w ciele ludzkim. David wyjaśnia
mechanizmy działania organizmu człowieka powołując się na liczne przykłady oraz
wyniki badań, według których diety niskokalorycznie obniżają tempo metabolizmu,
natomiast jedzenie wysokotłuszczowych, ale niskowęglowodanowych produktów przyspiesza
i zwiększa liczbę spalanych kalorii. W przypadku stosowania ograniczeń
kalorycznych mózg uruchamia reakcję obronną przed głodem, w efekcie zwiększając
łaknienie oraz zatrzymując zapasy energetyczne, czyli wałki tłuszczu. Dlatego
rozwiązaniem jest jedzenie do syta, tłustej i białkowej naturalnej żywności aby
mózg przestał bronić się przed głodem i podkręcił metabolizm na maksa, co
sprzyja wytwarzaniu ciepła, regeneracji organizmu oraz samoistnemu powróceniu
organizmu do optymalnej wagi i gabarytów ciała.
Autor porusza temat tzw. słabej woli, braku dyscypliny,
lenistwa, łakomstwa, które zarzuca się grubasom jako główne przyczyny
zgromadzenia przez nich zwałów tłuszczu. Tymczasem z badań wynika, że tusza nie
koreluje z cechami osobowości człowieka. Im bardziej próbujemy ograniczać
kaloryczność jedzenia oraz poziom spożywanego tłuszczu, tym bardziej organizm
broni się przed utratą zmagazynowanych zapasów. Dlatego prędzej, czy później
napad obżarstwa zdarzy się każdemu głodzącemu się, a motywacja do osiągnięcia
szczupłości będzie spadać na łeb na szyję w przeciwieństwie do ilości
kilogramów na wadze.
W książce wręcz łopatologicznie opisany jest proces
powstawania insulinooporności, a w efekcie stanu zapalnego i gromadzenia się
tłuszczu ektopowego w nieprawidłowych miejscach ciała. Długotrwałe utrzymywanie
tego stanu prowadzi do cukrzycy, którą medycyna konwencjonalna próbuje leczyć
farmaceutykami i zaleceniami dietetycznymi z udziałem co najmniej 60%
węglowodanów w dziennej kaloryczności diety. Jest to istne wariactwo! Aby
obniżyć poziom cukru we krwi należy wyeliminować przyczynę, czyli obniżyć ilość
spożywanych węglowodanów.
Autor porusza ważny aspekt, a mianowicie podkreśla, że nie
da się jednoznacznie stwierdzić czy problem behawioralny w postaci zaburzeń
odżywiania (np. anoreksja, obżarstwo, kompulsywne jedzenie) ma podłoże psychologiczne
/ psychiatryczne, dopóki nie zostaną wyeliminowane czynniki biologiczne, które
mogą ten problem wywoływać. Czy znasz dietetyka, który podszedłby do tematu w
taki sposób?
Moim zdaniem ta książka nie jest kolejnym tekstem o żywieniu
niskowęlgowodanowym, lecz jest to logiczna i przystępnie napisana rozprawa o
mechanizmach funkcjonowania organizmu człowieka, zadająca kłam zaleceniom
dietetycznym lansowanym począwszy od lat 70., 80. zeszłego stulecia według
których należy zawsze wstawać od stołu niedojedzonym i być w ciągłym ruchu, aby
spalać spożyte kalorie. A przecież długotrwałe ignorowanie głodu buduje grunt
pod przyszłe przejadanie się wywoływane reakcją obronną organizmu.
Lektura obowiązkowa dla grubych i tych, co jeszcze są
szczupli.
