wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

piątek, 7 sierpnia 2026

Czy stres taki straszny jak go malują

Rozpocznę od niewygodnego stwierdzenia: to zależy. Lubimy proste przepisy, łatwe do zastosowania i szybko działające zalecenia. Lubimy automatyzmy, bo przychodzą nam łatwo. Nasze ciała i umysły działają podświadomie w kierunku automatycznego działania. Jeśli mielibyśmy wszystko, wszędzie i przez cały czas analizować, to nie tylko by nas to wyczerpało, ale uniemożliwiło pracę zawodową, wykonywanie codziennej krzątaniny. Automatyzmy działają wprost proporcjonalnie do obniżenia stresu, bo ułatwiają życie. Stres powstaje, gdy się nad czymś wysilamy czy to mentalnie, czy fizycznie. Stres generują zmiany, nieoczekiwane sytuacje, coś co nas niemile zaskakuje, coś czego nie chcemy, czego się boimy.

Specjaliści mówią o stresie krótkotrwałym i długotrwałym. Od razu dopisują etykietki, że ten pierwszy jest dobry, a ten drugi zły. Do tego dochodzi cała narracja o tym, że nasze ciała reagują w trzewiach na stres współczesny (ukradli mi portfel, zwolnili mnie z pracy, rozbiłem samochód, oglądam horror) tak samo jak na stres w epoce kamienia (goni mnie tygrys, gonię królika, żeby go zjeść), natomiast my ciałami nie ruszamy już tak jak kiedyś, a ruch neutralizuje stres. Moim zdaniem to zbytnie uproszenie, no ale przecież lubimy takie proste przekazy.

No właśnie, a potem sam/a borykasz się z tym stresem. Okazuje się, że każdego z nas stresuje coś innego i w innym natężeniu, co wynika z naszych doświadczeń, swoistych predyspozycji, dyspozycji dnia, czyli aktualnego stanu ciała i umysłu. Ostatecznie nie masz pojęcia, który stres jest dla Ciebie dobry, a który zły. Niektórzy nie zastanawiają się nad tym czy są zestresowani i w jakim natężeniu. Są tacy, co od stresu są otępiali i znieczuleni. Dla odmiany są też tacy, których wszystko boli i chronicznie chorują nie wiedząc od czego. No i są tzw. specjaliści różnej maści, którzy z pełnym przekonaniem stwierdzają, co jest przyczyną schorzenia, albo mówią pacjentowi co ten czuje. Są też tacy co każdego mierzą jedną miarą i przepisują standardowo alopatię, która nie leczy, lecz tłumi objawy, a czasami niepotrzebnie szkodzi.

No i jaki morał z tego wywodu? Ano taki, żeby obserwować siebie i to kilka radzi dziennie, w różnych sytuacjach. W efekcie dowiesz się, co i jak na Ciebie wpływa i będziesz mogła podjąć działania, które polepszą Twoje samopoczucie, które nazywają teraz dobrostanem, albo wellbeing. Stres mentalny to nasza subiektywna reakcja na coś, która ma odzwierciedlenie w ciele – czym silniejsze, tym zdaje się bardziej szkodliwe, ale czy na pewno w każdym przypadku? Lekki stresik podobno jest ok, ale moim zdaniem niekoniecznie, bo czasami kropla przepełnia czarę goryczy.

Podsumowując, temat jest subiektywny i inny już nie będzie. Jeśli oczekujesz szybkiej porady na swoje stresy, to idź do lekarza, który ma na każdego pacjenta max do 10 minut. Jeśli chcesz realnego efektu, to najpierw podejmij trud obserwacji, zbierz dane, działaj, analizuj efekty. W teorii zarządzania zwie się to cyklem PDCA.