Rozpocznę od niewygodnego stwierdzenia: to zależy. Lubimy proste przepisy, łatwe do zastosowania i szybko działające zalecenia. Lubimy automatyzmy, bo przychodzą nam łatwo. Nasze ciała i umysły działają podświadomie w kierunku automatycznego działania. Jeśli mielibyśmy wszystko, wszędzie i przez cały czas analizować, to nie tylko by nas to wyczerpało, ale uniemożliwiło pracę zawodową, wykonywanie codziennej krzątaniny. Automatyzmy działają wprost proporcjonalnie do obniżenia stresu, bo ułatwiają życie. Stres powstaje, gdy się nad czymś wysilamy czy to mentalnie, czy fizycznie. Stres generują zmiany, nieoczekiwane sytuacje, coś co nas niemile zaskakuje, coś czego nie chcemy, czego się boimy.
Specjaliści
mówią o stresie krótkotrwałym i długotrwałym. Od razu dopisują etykietki, że
ten pierwszy jest dobry, a ten drugi zły. Do tego dochodzi cała narracja o tym,
że nasze ciała reagują w trzewiach na stres współczesny (ukradli mi portfel,
zwolnili mnie z pracy, rozbiłem samochód, oglądam horror) tak samo jak na stres
w epoce kamienia (goni mnie tygrys, gonię królika, żeby go zjeść), natomiast my
ciałami nie ruszamy już tak jak kiedyś, a ruch neutralizuje stres. Moim zdaniem
to zbytnie uproszenie, no ale przecież lubimy takie proste przekazy.
No właśnie, a
potem sam/a borykasz się z tym stresem. Okazuje się, że każdego z nas stresuje
coś innego i w innym natężeniu, co wynika z naszych doświadczeń, swoistych
predyspozycji, dyspozycji dnia, czyli aktualnego stanu ciała i umysłu.
Ostatecznie nie masz pojęcia, który stres jest dla Ciebie dobry, a który zły.
Niektórzy nie zastanawiają się nad tym czy są zestresowani i w jakim natężeniu.
Są tacy, co od stresu są otępiali i znieczuleni. Dla odmiany są też tacy,
których wszystko boli i chronicznie chorują nie wiedząc od czego. No i są tzw.
specjaliści różnej maści, którzy z pełnym przekonaniem stwierdzają, co jest
przyczyną schorzenia, albo mówią pacjentowi co ten czuje. Są też tacy co
każdego mierzą jedną miarą i przepisują standardowo alopatię, która nie leczy, lecz
tłumi objawy, a czasami niepotrzebnie szkodzi.
No i jaki
morał z tego wywodu? Ano taki, żeby obserwować siebie i to kilka radzi
dziennie, w różnych sytuacjach. W efekcie dowiesz się, co i jak na Ciebie
wpływa i będziesz mogła podjąć działania, które polepszą Twoje samopoczucie,
które nazywają teraz dobrostanem, albo wellbeing. Stres mentalny to nasza
subiektywna reakcja na coś, która ma odzwierciedlenie w ciele – czym
silniejsze, tym zdaje się bardziej szkodliwe, ale czy na pewno w każdym
przypadku? Lekki stresik podobno jest ok, ale moim zdaniem niekoniecznie, bo
czasami kropla przepełnia czarę goryczy.
Podsumowując,
temat jest subiektywny i inny już nie będzie. Jeśli oczekujesz szybkiej porady
na swoje stresy, to idź do lekarza, który ma na każdego pacjenta max do 10
minut. Jeśli chcesz realnego efektu, to najpierw podejmij trud obserwacji,
zbierz dane, działaj, analizuj efekty. W teorii zarządzania zwie się to cyklem
PDCA.