wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

piątek, 24 lipca 2026

Ćwiczyć czy nie ćwiczyć?

Oto jest pytanie, na które będą różne odpowiedzi, bo każdy z nas jest w jakimś stanie zdrowotnym, ma jakąś historię ruchową, ma jakieś predyspozycje genetyczne, ma jakieś swoiste odczucia psycho-fizyczne itd. W fitness klubie rozmawiałam z dziewczyną lat 38, która intensywnie ćwiczy oporowo, czyli podnosi sztangi, wypycha, pompuje, spina. Sylwetka atletyczna, czyli rozbudowane ramiona, kaptury, uda, łydki. Powiedziała, że chciałaby szczuplej wyglądać. Na to jej odparłam, to przestań intensywnie ćwiczyć. Warto zastanowić się jaka sylwetka jest Twoim celem/marzeniem – czy w stylu Jane Fonda, czy raczej Agata Wróbel?

Zdaje się, że mężczyźni mają inne zagwozdki ćwiczeniowe, bo Ci z kolei chcą budować masę mięśniową, ale nie każdemu to wychodzi.

Niektórzy faceci szybko się pompują, ale są też tacy, co pozostają trzcinkami na wietrze. Każdy ma jakieś wyobrażenie idealnej swojej sylwetki i do niej dąży, bądź nie. Są też tacy co ćwiczą po trochu, odpuszczają, potem do tego wracają. Różne scenariusze plecie życie, bo pojawiają się różne motywacje, myśli, chęci, nastroje. I to jest ok.

Kobiety ćwiczą, bo najczęściej chcą schudnąć. Ale są i takie, co chcą zamienić tłuszcz na mięśnie. Wyobrażenie rzesz kobiet o pięknej sylwetce nadal jest zgodne z prezentowanym w pismach modowych, czyli być szczupłą, wiotką, bez cellulitu, bez wałeczków. Te co chcą wyglądać kobieco, czyli mieć zaokrąglony tyłek, przedziałek między cyckami też egzystują na tym padole, ale takich w fitness klubie raczej nie uświadczysz, ponieważ kobieca figura nie wymaga ćwiczeń oporowych, lecz stabilizacji metabolizmu, łaknienia, optymalizacji hormonalnej, psychicznej, egzystencjonalnej.

Może zdarzyć się i tak, że po miesiącach intensywnych treningów ciało kobiety się zmienia, ale niekoniecznie w oczekiwanym kierunku. Kobieta ćwiczy dalej, bo jest ambitna, zdyscyplinowana, a poza tym wszyscy mówią, że trzeba ćwiczyć dla zdrowia, sylwetki, spalania kalorii itd.

Czasami warto odpuścić z ćwiczeniami i więcej relaksować ciało, czyli leżeć, masować się, kąpać w soli, spacerować, tylko krzątać się poprzez odkurzanie dywanów, mycie okien, pójście po zakupy, poprasować, potańczyć, kwiaty przyciąć w doniczkach itp. Intensywne, długotrwałe ćwiczenia fizyczne mogą być stresem dla ciała, a szczególnie kobiecego. W efekcie ciało może kumulować np. wodę i powstaną opuchlizny, poczucie napuchnięcia. Niektóre laski w obliczu gromadzenia wody jeszcze intensywniej ćwiczą, ale oczekiwany efekt rzadziej przychodzi albo w ogóle przestaje zachodzić. Puchnięcie ciała może być powodowane niedomagającymi organami, a przede wszystkim zapchanymi jelitami, wątrobą, słabą filtracją nerkami.

Nie oczekuj zmian jeśli stale postępujesz tak samo. To jest uniwersalna prawda dotycząca każdego aspektu naszego żywota. W powyższym kontekście radykalne odpuszczenie ćwiczeń może przynieść niespodziewane efekty. Warto próbować nowego, odmieniać rytuały, przerywać rytm, zmieniać cykliczność. Skrajności na dłuższą metę nie służą, więc warto jest rewidować. Sezonowość jest wpisana w naturę, także w ciało człowieka, dobowa, miesięczna, pór roku, roczna. Zaakceptuj to, nie walcz z tym.

Trzymanie ciała i psychiki w rygorze rytuałów i nawyków jest przez otoczenie zalecane i podziwiane. Ale ostatecznie zauważ, czy Ci służy. Warto obserwować siebie, aby dostrzec sygnały i reagować. Porad specjalistów słuchaj, ale wyczuj co teraz będzie najlepsze czy kolejny trening, czy leżenie na kanapie, a może drzemka, a może spacer, a może coś czego bardzo dawno nie robiłaś, np. pływanie, czytanie, malowanie, gotowanie, poszczenie?

Intensywne ćwiczenia fizyczne zwiększają łaknienie. Oznacza to, że być może nie zapanujesz nad wilczym apetytem, który najdzie Cię najpóźniej kilka godzin po zakończonym treningu. Ludzki organizm nie idzie w parze z dietetycznymi zaleceniami, takimi jak więcej się ruszaj, a potem mniej jedz. Jeśli chcesz mieć mniejsze łaknienie, to mniej się ruszaj. Fizjologia nie słucha rad dietetyków. Odpuszczanie diet często jest następstwem właśnie powyższego – prawdziwy intensywny głód jest ciężki do ujarzmienia i nie ma to nic wspólnego ze słabą wolą. To tak jakby powiedzieć komuś, że masz słabą wolę, bo wieczorem usnęłaś nad książką, albo dziecko jest niezdyscyplinowane, bo zsikało się w pieluchę. Z naturą swojego ciała nie walcz, bo to obróci się przeciwko Tobie w postaci zaburzeń, a może i chorób w perspektywie długookresowej. Natomiast obserwuj i analizuj, kiedy te napady głodu występują i co może je generować, być może to co jesz wzmaga łaknienie.

Warto ponawiać co jakiś czas pytania: po co mi to? do czego zmierzam? czego chcę? co lubię? co mnie niszczy? Podobno byt kształtuje świadomość. Natomiast świadomość kształtuje Ciebie.