Oto jest pytanie, na które będą różne odpowiedzi, bo każdy z nas jest w jakimś stanie zdrowotnym, ma jakąś historię ruchową, ma jakieś predyspozycje genetyczne, ma jakieś swoiste odczucia psycho-fizyczne itd. W fitness klubie rozmawiałam z dziewczyną lat 38, która intensywnie ćwiczy oporowo, czyli podnosi sztangi, wypycha, pompuje, spina. Sylwetka atletyczna, czyli rozbudowane ramiona, kaptury, uda, łydki. Powiedziała, że chciałaby szczuplej wyglądać. Na to jej odparłam, to przestań intensywnie ćwiczyć. Warto zastanowić się jaka sylwetka jest Twoim celem/marzeniem – czy w stylu Jane Fonda, czy raczej Agata Wróbel?
Zdaje się, że mężczyźni mają inne zagwozdki ćwiczeniowe, bo Ci z kolei chcą budować masę mięśniową, ale nie każdemu to wychodzi.
Niektórzy faceci szybko się pompują, ale są też tacy, co pozostają trzcinkami na wietrze. Każdy ma jakieś wyobrażenie idealnej swojej sylwetki i do niej dąży, bądź nie. Są też tacy co ćwiczą po trochu, odpuszczają, potem do tego wracają. Różne scenariusze plecie życie, bo pojawiają się różne motywacje, myśli, chęci, nastroje. I to jest ok.Kobiety
ćwiczą, bo najczęściej chcą schudnąć. Ale są i takie, co chcą zamienić tłuszcz
na mięśnie. Wyobrażenie rzesz kobiet o pięknej sylwetce nadal jest zgodne z
prezentowanym w pismach modowych, czyli być szczupłą, wiotką, bez cellulitu,
bez wałeczków. Te co chcą wyglądać kobieco, czyli mieć zaokrąglony tyłek,
przedziałek między cyckami też egzystują na tym padole, ale takich w fitness
klubie raczej nie uświadczysz, ponieważ kobieca figura nie wymaga ćwiczeń
oporowych, lecz stabilizacji metabolizmu, łaknienia, optymalizacji hormonalnej,
psychicznej, egzystencjonalnej.
Może zdarzyć
się i tak, że po miesiącach intensywnych treningów ciało kobiety się zmienia,
ale niekoniecznie w oczekiwanym kierunku. Kobieta ćwiczy dalej, bo jest
ambitna, zdyscyplinowana, a poza tym wszyscy mówią, że trzeba ćwiczyć dla
zdrowia, sylwetki, spalania kalorii itd.
Czasami warto
odpuścić z ćwiczeniami i więcej relaksować ciało, czyli leżeć, masować się,
kąpać w soli, spacerować, tylko krzątać się poprzez odkurzanie dywanów, mycie
okien, pójście po zakupy, poprasować, potańczyć, kwiaty przyciąć w doniczkach
itp. Intensywne, długotrwałe ćwiczenia fizyczne mogą być stresem dla ciała, a
szczególnie kobiecego. W efekcie ciało może kumulować np. wodę i powstaną
opuchlizny, poczucie napuchnięcia. Niektóre laski w obliczu gromadzenia wody
jeszcze intensywniej ćwiczą, ale oczekiwany efekt rzadziej przychodzi albo w
ogóle przestaje zachodzić. Puchnięcie ciała może być powodowane niedomagającymi
organami, a przede wszystkim zapchanymi jelitami, wątrobą, słabą filtracją
nerkami.
Nie oczekuj
zmian jeśli stale postępujesz tak samo. To jest uniwersalna prawda dotycząca
każdego aspektu naszego żywota. W powyższym kontekście radykalne odpuszczenie
ćwiczeń może przynieść niespodziewane efekty. Warto próbować nowego, odmieniać
rytuały, przerywać rytm, zmieniać cykliczność. Skrajności na dłuższą metę nie
służą, więc warto jest rewidować. Sezonowość jest wpisana w naturę, także w
ciało człowieka, dobowa, miesięczna, pór roku, roczna. Zaakceptuj to, nie walcz
z tym.
Trzymanie
ciała i psychiki w rygorze rytuałów i nawyków jest przez otoczenie zalecane i
podziwiane. Ale ostatecznie zauważ, czy Ci służy. Warto obserwować siebie, aby
dostrzec sygnały i reagować. Porad specjalistów słuchaj, ale wyczuj co teraz będzie
najlepsze czy kolejny trening, czy leżenie na kanapie, a może drzemka, a może
spacer, a może coś czego bardzo dawno nie robiłaś, np. pływanie, czytanie,
malowanie, gotowanie, poszczenie?
Intensywne
ćwiczenia fizyczne zwiększają łaknienie. Oznacza to, że być może nie zapanujesz
nad wilczym apetytem, który najdzie Cię najpóźniej kilka godzin po zakończonym
treningu. Ludzki organizm nie idzie w parze z dietetycznymi zaleceniami, takimi
jak więcej się ruszaj, a potem mniej jedz. Jeśli chcesz mieć mniejsze
łaknienie, to mniej się ruszaj. Fizjologia nie słucha rad dietetyków.
Odpuszczanie diet często jest następstwem właśnie powyższego – prawdziwy
intensywny głód jest ciężki do ujarzmienia i nie ma to nic wspólnego ze słabą
wolą. To tak jakby powiedzieć komuś, że masz słabą wolę, bo wieczorem usnęłaś
nad książką, albo dziecko jest niezdyscyplinowane, bo zsikało się w pieluchę. Z
naturą swojego ciała nie walcz, bo to obróci się przeciwko Tobie w postaci
zaburzeń, a może i chorób w perspektywie długookresowej. Natomiast obserwuj i
analizuj, kiedy te napady głodu występują i co może je generować, być może to
co jesz wzmaga łaknienie.
Warto
ponawiać co jakiś czas pytania: po co mi to? do czego zmierzam? czego chcę? co
lubię? co mnie niszczy? Podobno byt kształtuje świadomość. Natomiast świadomość
kształtuje Ciebie.