O diecie Atkinsa pewnie każdy słyszał – to ta, o której było w Polsce głośno ok. 20 lat temu i była znana jako dieta białkowa. Wtedy krytykowana, przez niektórych stosowana z efektami, a następnie zapomniana. Natomiast jest to jedna z odmian diet niskowęglowodanowych, o których dziś jest bardzo głośno w mediach.
W tej książce autorzy kilkukrotnie zwracają uwagę na to, że w ciągu ostatnich 30-40 lat Amerykanie obniżyli ilość spożywanego tłuszczu, ale drastycznie utyli, a to dlatego, że w miejsce zredukowanego tłuszczu wstawili węglowodany. Właśnie węgle są przyczyną patologicznej otyłości, szybkiego przybierania na wadze nawet przez dzieci i młodzież. Również kilkakrotnie w książce jest powtórzone, że zmiana diety a nawet stylu życia w celu schudnięcia, to nie jest akcja tymczasowa, lecz powinna być wprowadzona na całe życie.
Ludzie się tego obawiają, więc mało kto zmienia coś w swoim żywocie. Odważni wchodzą na nową drogę i wtedy przekonują się, że to wcale nie jest takie trudne i ostatecznie nowy styl życia przestaje być postrzegany jako wyrzeczenie, a staje się codzienną normą.Najbardziej niezdrowe są węglowodany proste, przetworzone,
czyli cukier, mąka, glukoza, fruktoza. Natomiast błonnik też jest węglowodanem,
ale nie podnosi cukru we krwi. W związku z czym należy wybierać produkty
niskowęglowodanowe i sprawdzać ile tam w tych węglach jest błonnika.
Jest to kolejna pozycja, która obala mit, według którego aby
schudnąć trzeba stosować diety niskokaloryczne i niskotłuszczowe. Ten mit już
został obalony, ale niektórzy dietetycy praktykujący na rynku nadal te
farmazony głoszą, więc warto samemu się edukować. Czym częściej będziesz
ograniczać kaloryczność posiłków, tym organizm będzie więcej oszczędzał energii
poprzez utrzymywanie zapasów tkanki tłuszczowej oraz spowalnianie metabolizmu.
Ten mechanizm samoregulacji jest po to, aby ratować nam życie w czasie
niedoborów. Natomiast ludzie stosują go w intencji schudnięcia, co kończy się
porażką, frustracją, a być może efektem jojo.
Organizmowi trzeba dostarczyć niezbędnych mu składników,
czyli głównie tłuszczów i białka, aby mógł spełniać swoje role, czyli generować
energię, ciepło, przeprowadzać regenerację. Zajadanie się węglowodanami nie
umożliwi organizmowi powyższego.
W książce opisane jest zjawisko głodu tłuszczu, które może
pojawiać się u osób, które od lat były na dietach niskotłuszczowych i/lub są
niedożywione, wychudzone. W takich sytuacjach należy właśnie jeść tłuszcz, a
nie tłumić to odczucie zajadaniem się węglowodanami. Należy właściwe reagować
na głód tłuszczu, bo jego prawidłowe zaspokojenie jest niezbędne do osiągnięcia
optymalnego składu ciała i wagi. Wydaje się to takie logiczne i oczywiste, ale
przecież miliony ludzi robi dokładnie inaczej, bo mają w głowie nakazy niedouczonych
dietetyków.
Autorzy przywołują przykład społeczeństw żywiących się w 80%
tłuszczem i 15% białkiem. Są ludzie, którzy w taki sposób odżywiają się przez
całe życie i nie chorują na wszystko to, co dopada Europejczyka żywiącego się
niby zdrowo, bo według piramidy żywieniowej, której podstawą są owoce, warzywa,
produkty pełnoziarniste. Ale wybór zawsze należy do Ciebie.
