wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Moja recenzja książki pt. „Nowa dieta Atkinsa” Eric Westman, Jeff Volek, Stephen Phinney

O diecie Atkinsa pewnie każdy słyszał – to ta, o której było w Polsce głośno ok. 20 lat temu i była znana jako dieta białkowa. Wtedy krytykowana, przez niektórych stosowana z efektami, a następnie zapomniana. Natomiast jest to jedna z odmian diet niskowęglowodanowych, o których dziś jest bardzo głośno w mediach.

W tej książce autorzy kilkukrotnie zwracają uwagę na to, że w ciągu ostatnich 30-40 lat Amerykanie obniżyli ilość spożywanego tłuszczu, ale drastycznie utyli, a to dlatego, że w miejsce zredukowanego tłuszczu wstawili węglowodany. Właśnie węgle są przyczyną patologicznej otyłości, szybkiego przybierania na wadze nawet przez dzieci i młodzież. Również kilkakrotnie w książce jest powtórzone, że zmiana diety a nawet stylu życia w celu schudnięcia, to nie jest akcja tymczasowa, lecz powinna być wprowadzona na całe życie.

Ludzie się tego obawiają, więc mało kto zmienia coś w swoim żywocie. Odważni wchodzą na nową drogę i wtedy przekonują się, że to wcale nie jest takie trudne i ostatecznie nowy styl życia przestaje być postrzegany jako wyrzeczenie, a staje się codzienną normą.

Najbardziej niezdrowe są węglowodany proste, przetworzone, czyli cukier, mąka, glukoza, fruktoza. Natomiast błonnik też jest węglowodanem, ale nie podnosi cukru we krwi. W związku z czym należy wybierać produkty niskowęglowodanowe i sprawdzać ile tam w tych węglach jest błonnika.

Jest to kolejna pozycja, która obala mit, według którego aby schudnąć trzeba stosować diety niskokaloryczne i niskotłuszczowe. Ten mit już został obalony, ale niektórzy dietetycy praktykujący na rynku nadal te farmazony głoszą, więc warto samemu się edukować. Czym częściej będziesz ograniczać kaloryczność posiłków, tym organizm będzie więcej oszczędzał energii poprzez utrzymywanie zapasów tkanki tłuszczowej oraz spowalnianie metabolizmu. Ten mechanizm samoregulacji jest po to, aby ratować nam życie w czasie niedoborów. Natomiast ludzie stosują go w intencji schudnięcia, co kończy się porażką, frustracją, a być może efektem jojo.

Organizmowi trzeba dostarczyć niezbędnych mu składników, czyli głównie tłuszczów i białka, aby mógł spełniać swoje role, czyli generować energię, ciepło, przeprowadzać regenerację. Zajadanie się węglowodanami nie umożliwi organizmowi powyższego.

W książce opisane jest zjawisko głodu tłuszczu, które może pojawiać się u osób, które od lat były na dietach niskotłuszczowych i/lub są niedożywione, wychudzone. W takich sytuacjach należy właśnie jeść tłuszcz, a nie tłumić to odczucie zajadaniem się węglowodanami. Należy właściwe reagować na głód tłuszczu, bo jego prawidłowe zaspokojenie jest niezbędne do osiągnięcia optymalnego składu ciała i wagi. Wydaje się to takie logiczne i oczywiste, ale przecież miliony ludzi robi dokładnie inaczej, bo mają w głowie nakazy niedouczonych dietetyków.

Autorzy przywołują przykład społeczeństw żywiących się w 80% tłuszczem i 15% białkiem. Są ludzie, którzy w taki sposób odżywiają się przez całe życie i nie chorują na wszystko to, co dopada Europejczyka żywiącego się niby zdrowo, bo według piramidy żywieniowej, której podstawą są owoce, warzywa, produkty pełnoziarniste. Ale wybór zawsze należy do Ciebie.