Dobre zdrowie nie występuje w ciągłym przedziale czasu. Nie jest ustalonym raz na zawsze stanem. Kondycja naszego ciała zmienia się w trakcie każdej doby, co jest związane z przemianami chemicznymi organizmu, na który oddziałujemy tym co zjemy, czy wydalimy, czy pościmy, czy śpimy, czy doświadczamy stresu psychicznego, fizycznego itd.
Organizm dąży do równowagi, ale czasami brak mu warunków do jej utrzymania. Czasami robimy różne rzeczy, które wpływają na nas negatywnie, z czego nie zdajemy sobie sprawy. Na przykład zjadamy coś będąc przekonanym, że jest to zdrowe (bo ktoś tak powiedział), a tym czasem może nam szkodzić.
Albo intensywnie ćwiczymy (bo mówią, że trzeba ćwiczyć interwały), ale akurat nam może być potrzebny odpoczynek. Albo chowamy się przed słońcem (po ktoś powiedział, że wywołuje raka skóry), podczas gdy nasze ciało błaga o promienie słoneczne. Można wyliczać bez końca.Brak zdrowia również nie jest stanem ciągłym. Choroba
również nie musi występować w ograniczonym przedziale czasowym. Ludzie lubią
jednoznacznie kategoryzować swój, czyjś stan zdrowia – albo dobry, albo słaby, ten
jest zdrowy, tamten chory.
Na choroby można spojrzeć z kompletnie innego punktu
widzenia. Guz nowotworowy przez niektórych jest postrzegany jako sygnał
ostrzegawczy, a nie chorobę. Rak informuje o doprowadzeniu do osłabienia
odporności, która w pewnym momencie nie poradziła sobie z utylizacją
namnażających się komórek nowotworowych. Ciało ludzkie ma zdolność do
samoleczenia, codziennie zachodzą w nim mechanizmy naprawcze, niszczenia
patogenów, tylko że mało kto ma wiedzę jak to działa. W szkole o tym nie uczą,
a jeśli ktoś nie pasjonuje się powyższym, to wiedzy nie pozyska i nie skorzysta
z tych mechanizmów i w trwodze biegnie do lekarza.
Jaki jest morał z powyższego wywodu? Po pierwsze
dolegliwości wysyłane przez ciało, a przez medycynę konwencjonalną nazywane
chorobami, nie powstają dlatego, że ciało łaknie jakiegoś medykamentu z apteki.
Przekonanie o tym, że każdej chorobie zaradzi pastylka jest błędne. Każda
dolegliwość ma swoją przyczynę. Usuwanie dolegliwości wymaga usunięcia
przyczyny. Tym czasem większość chorych ludzi ochoczo łyka farmaceutyki,
niczego nie zmieniając w swoim stylu życia. To tak jakby oczekiwać, że samochód
zwolni, podczas gdy nadal nie zdejmujemy nogi z pedału gazu (styl życia), ale od
teraz dodatkowo naciskamy hamulec (bierzemy lek).
Podobnie jest z profilaktyczną chirurgią, a mam tu na myśli
usuwaniem np. piersi, macicy, po stwierdzeniu u danej osoby obecności genu
predestynującego do raka powyższych organów. A jeśli ktoś ma gen zwiększający
prawdopodobieństwo chorób układu krążenia, to powinien wyciąć sobie serce i
arterie krwionośne? Czy jeśli ktoś mieszka w drewnianym domu, to powinien go
opuścić i zamieszkać w namiocie pod drzewem, w celu usunięcia ryzyka strawienia
domu pożarem?
Głupota? Profilaktyka? Rozwaga? Biznes? Lenistwo? Nazwij to
jak chcesz i podejmij decyzję Twoim zdaniem właściwą.
