wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

piątek, 29 maja 2026

Zdrowie jest procesem dynamicznym

Dobre zdrowie nie występuje w ciągłym przedziale czasu. Nie jest ustalonym raz na zawsze stanem. Kondycja naszego ciała zmienia się w trakcie każdej doby, co jest związane z przemianami chemicznymi organizmu, na który oddziałujemy tym co zjemy, czy wydalimy, czy pościmy, czy śpimy, czy doświadczamy stresu psychicznego, fizycznego itd.

Organizm dąży do równowagi, ale czasami brak mu warunków do jej utrzymania. Czasami robimy różne rzeczy, które wpływają na nas negatywnie, z czego nie zdajemy sobie sprawy. Na przykład zjadamy coś będąc przekonanym, że jest to zdrowe (bo ktoś tak powiedział), a tym czasem może nam szkodzić.

Albo intensywnie ćwiczymy (bo mówią, że trzeba ćwiczyć interwały), ale akurat nam może być potrzebny odpoczynek. Albo chowamy się przed słońcem (po ktoś powiedział, że wywołuje raka skóry), podczas gdy nasze ciało błaga o promienie słoneczne. Można wyliczać bez końca.

Brak zdrowia również nie jest stanem ciągłym. Choroba również nie musi występować w ograniczonym przedziale czasowym. Ludzie lubią jednoznacznie kategoryzować swój, czyjś stan zdrowia – albo dobry, albo słaby, ten jest zdrowy, tamten chory.

Na choroby można spojrzeć z kompletnie innego punktu widzenia. Guz nowotworowy przez niektórych jest postrzegany jako sygnał ostrzegawczy, a nie chorobę. Rak informuje o doprowadzeniu do osłabienia odporności, która w pewnym momencie nie poradziła sobie z utylizacją namnażających się komórek nowotworowych. Ciało ludzkie ma zdolność do samoleczenia, codziennie zachodzą w nim mechanizmy naprawcze, niszczenia patogenów, tylko że mało kto ma wiedzę jak to działa. W szkole o tym nie uczą, a jeśli ktoś nie pasjonuje się powyższym, to wiedzy nie pozyska i nie skorzysta z tych mechanizmów i w trwodze biegnie do lekarza.

Jaki jest morał z powyższego wywodu? Po pierwsze dolegliwości wysyłane przez ciało, a przez medycynę konwencjonalną nazywane chorobami, nie powstają dlatego, że ciało łaknie jakiegoś medykamentu z apteki. Przekonanie o tym, że każdej chorobie zaradzi pastylka jest błędne. Każda dolegliwość ma swoją przyczynę. Usuwanie dolegliwości wymaga usunięcia przyczyny. Tym czasem większość chorych ludzi ochoczo łyka farmaceutyki, niczego nie zmieniając w swoim stylu życia. To tak jakby oczekiwać, że samochód zwolni, podczas gdy nadal nie zdejmujemy nogi z pedału gazu (styl życia), ale od teraz dodatkowo naciskamy hamulec (bierzemy lek).

Podobnie jest z profilaktyczną chirurgią, a mam tu na myśli usuwaniem np. piersi, macicy, po stwierdzeniu u danej osoby obecności genu predestynującego do raka powyższych organów. A jeśli ktoś ma gen zwiększający prawdopodobieństwo chorób układu krążenia, to powinien wyciąć sobie serce i arterie krwionośne? Czy jeśli ktoś mieszka w drewnianym domu, to powinien go opuścić i zamieszkać w namiocie pod drzewem, w celu usunięcia ryzyka strawienia domu pożarem?

Głupota? Profilaktyka? Rozwaga? Biznes? Lenistwo? Nazwij to jak chcesz i podejmij decyzję Twoim zdaniem właściwą.