Jedzenie jest potrzebą fizjologiczną tak jak spanie, wydalanie, seks. Jakoś tak na przestrzeni stuleci utarło się, że jeść można publicznie, ale sikać tylko w odosobnieniu. Nie ma powszechnie dostępnych restauracji, w których uprawia się seks w towarzystwie innych kochających się par. Za to jest masa lokali, w których publicznie przyjmuje się doustnie jadło i popitki.
Publiczne
jedzenie jest normą, nikogo nie dziwi, mało kogo razi. Je się na ulicy, przy
biurku w biurze, w kinie, w środkach komunikacji, na plaży, podczas przerwy w
szkole na korytarzu, przy długich stołach biesiadnych itd. Podobnie jest z
piciem.
Jedzenie i napoje są powszechnie reklamowane.
Można oglądać jedzących z rozkoszą, obmazujących się czekoladą, lodami, zalewających się napojami, plamiących z lubością swoje ubrania, wkładających łyżeczkę do ust ukochanego, celebrujących momenty przy stole, tworzących dzieła sztuki kulinarnej itd.W mediach
ekranowych jest coraz więcej programów, kanałów o gotowaniu, jedzeniu, o
podróżach w poszukiwaniu nowych smaków i potraw, nie wspominając też o omawianiu
diet i wytycznych żywieniowych. Łatwo znajdziesz podcasty o jedzeniu, kanały
youtuberów pichcących, albo testujących to, co ktoś inny zgotował.
Żarcie nas
otacza, bo jest nie tylko w sklepach spożywczych, lecz także w kioskach,
księgarniach, foodtrackach na ulicy, maszynach vendingowych stawianych w
jadłodajniach przy centrach handlowych, meblowych, narzędziowych itp.
Produkcja i
sprzedaż jedzenia to jeden z intratnych biznesów, w tym najnowszy trend czyli
pudełkowe diety serwowane pod drzwi na wycieraczce. Testowanie jedzenia na
ekranie to też biznes. Do tego dochodzi produkcja i sprzedaż akcesoriów
jedzeniowych oraz dekoracyjnych do kuchni, jadalni, do samochodu, do wózków
dziecięcych, do plecaków szkolnych, do rowerów itp. Opasła literatura traktuje
o jedzeniu, a współczesna jest dodatkowo bogato ilustrowana.
Ludzie lubią
jeść, ale paradoksalnie często spożywają w pośpiechu bez skupienia uwagi na
smaku, fakturze. Jedzenie może być rozkoszą, ale mało kto się delektuje, za to
wcina w pośpiechu, na stojąco, przy koszu na śmieci na ulicy. A dokąd się tak
spieszą? Czy z innymi potrzebami fizjologicznymi też tak pędzą? A jak już wetną
w 3 minuty kebaba, albo aktualne danie narodowe Polaków, czyli pizzę z kartonu,
to potem mogą oglądać pasjami i godzinami na ekranie jak ktoś szykuje jakąś
strawę. Zdaje się, że więcej czasu (chętniej?) jesteśmy skłonni poświęcić na
oglądanie jedzenia, niż smakowanie. Jakie to dziwne.
Żarcie nas
otacza. Zdaje się, że ci (oni) chcą nam pokazać, że jeść trzeba stale, aby mieć
energię do działania, nie opaść z sił, odżywiać się prawidłowo, uzupełniać
składniki odżywcze itp. Tylko, że to żarcie łatwo dostępne w wszędzie jest
wysoko przetworzonym wytworem fabryk, ze znikomą wartością odżywczą, a raczej
szkodzące zdrowiu.
A gdyby tak
akt jedzenia stał się od dziś czynnością realizowaną w odosobnieniu i poza
wzrokiem innych? A gdyby tak zacząć wstydzić się publicznie wkładać do ust
jedzenia i napojów, tak jak wstydzimy się wydalać publicznie? Dlaczego grubasy
nie wstydzą się jeść publicznie? Dlaczego bez skrępowania otwieramy usta
pokazując przy okazji w całej okazałości otwór gębowy, w tym stan uzębienia i
język, wydając odgłosy konsumpcji, wykrzywiając twarze grymasem żucia i
gryzienia?
Spożywanie
stało się procesem. Uprawianie seksu póki co raczej uważane jest za sztukę.
Codzienne wydalanie ‘dwójki’ stało się marzeniem niejednego obywatela. A
częstotliwość sikania dla co poniektórych jest czynnością uprzykrzającą tryb
dnia, nawet nocy.
Z jednej
strony ludzie nie mają czasu na delektowanie się jedzeniem, a z drugiej napychają
się pod korek. W efekcie widocznym gołym okiem przybywa grubasów. Czy
niespieszne spożywanie jedzenia i picia w odosobnieniu i skupieniu mogłoby być
jednym ze sposobów zapobiegania otyłości?
