Po podtytule „Jak zrównoważyć poziom hormonów, aby trwale schudnąć, obniżyć poziom stresu i zoptymalizować stan zdrowia” spodziewałam się kolejnej książki-wydmuszki, która niby coś próbuje przekazać, ale mało co w niej jest. Tymczasem zdecydowanie pozytywnie zostałam zaskoczona.
Ta pozycja jest obowiązkowa dla każdej dziewczyny i kobiety, która chce dbać o równowagę hormonalną własnego ukochanego ciała. Także te, co chcą siebie naprawić, bo już coś sknociły, koniecznie niech przeczytają tę książkę. Znajdą w niej masę informacji na temat wpływu hormonów na procesy tycia, chudnięcia, trzymania wody, napięć przedmiesiączkowych i ich łagodzenia.
Przeważająca większość książek dostępnych na rynku o
insulinooporności, diecie ketogenicznej, albo niskowęglowodanowej jest pisana
przez facetów i po prostu koncentruje się na ogólnikach, które już zdaje się są
wszędzie dostępne, bo nawet w pierwszych lepszych portalach internetowych.
Natomiast autorka tej książki wyjaśnia takie niuanse i szczegóły, których nie
idzie znaleźć gdziekolwiek indziej.
Autorka na pierwszych stronach wyjaśnia podstawy, m.in.
takie, że liczba zjadanych kalorii nie wpływa na masę ciała, bo nie ma dowodów
naukowych potwierdzających skuteczność metod odchudzających opartych na
redukcjach kalorycznych. Także przypomina, że strategia odchudzania się ‘więcej
ruchu, a mniej jedzenia’ jest nieskuteczna na dłuższą metę, bo w reakcji na nią
spada bazowy metabolizm. A ten tłusty wałek na brzuchu, to nie wziął się ze
zjedzenia tłuszczów nasyconych, lecz z nadwyżki zjedzonej glukozy. Zapewnia
też, że post przerywany zapobiega spadkowi podstawowej przemiany materii, a
natężenie głodu nie jest kwestią silnej woli, lecz hormonów – głód wywołuje poziom
greliny, a nie twoje łakomstwo.
Autorka poza wyjaśnieniem mechanizmów tycia od zjadanych węgli,
a nie od tłuszczów, zwraca uwagę na wpływ stresu na przyrost masy ciała.
Organizm nie potrafi sobie dobrze radzić z przewlekłym stresem, który wiąże się
z permanentnie podwyższonym poziomem kortyzolu, a ten z kolei podnosi insulinę.
No a insulina to hormon magazynowania.
Megan pisze o wpływie kobiecych hormonów np. na sen:
spadający poziom progesteronu w menopauzie prowadzi do zaburzeń snu. Natomiast
wysokie zasoby tkanki tłuszczowej i silny stres podnoszą poziom estrogenu.
Wysoki estrogen jest także w fazie owulacyjnej cyklu miesięcznego, co objawia
się bolesnością piersi, huśtawką nastrojów, obfitymi krwawieniami.
Dużo w książce jest o PCOS, czyli o zespole policystycznych
jajników – o przyczynach tej dolegliwości i nieskuteczności farmaceutyków
wymyślonych na tą dolegliwość.
Oczywiście całe rozdziały tej książki są poświęcone postom
przerywanym, których kombinacje przedziałów czasowych i częstotliwości
stosowania są nieograniczone. Post terapeutyczny powinien trwać co najmniej 24h
i mieć charakter przerywany. Posty dłuższe (do 5, albo 7 dni) powinny być
stosowane z rozwagą i tylko przez osoby, które ich potrzebują, a nie przez
każdego. Podczas postu wytwarza się zwiększona ilość noradrenaliny, przez co
niektórzy mają w tym czasie problem ze snem. Autorka wyjaśnia mechanizm autofagii
i jej znaczenie dla ciała ludzkiego. Radzi aby jeść więcej białka i ograniczyć
poszczenie gdy włosy wypadają, co jest efektem zmiany składu ciała na diecie
niskowęglowodanowej. Także zaleca solić potrawy, a nawet wodę do picia, co
wspomaga nadnercza i stabilizuje poziom hormonów.
Autorka wielokrotnie zaznacza jak ważne jest w diecie
spożywanie tłuszczu, który daje odczucie sytości, ale u osób z
insulinopornością (stanem zapalnym) może być tymczasowo zaburzone.
Dużo w tej książce bezcennych informacji. Jeśli jesteś
kobietą, to jest to Twoja lektura obowiązkowa.
