wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

poniedziałek, 2 marca 2026

Moja recenzja książki pt. „Największy cud świata” Og Mandino

To jest kolejna pozycja z wielu dostępnych na rynku, której autor usiłuje w prostych słowach uświadomić czytelnikowi co w życiu jest najpiękniejsze, najważniejsze. Szkopuł w tym, że każdy z nas jest na innym etapie rozwoju życiowego, czym innym jest aktualnie zajęty, ma inne wartości, cele, zmartwienia, co innego z nim rezonuje. I dlatego też tego typu pozycja nigdy nie stanie się bestsellerem, gdyż do jednych przemówi, a do innych nie. Nie ma uniwersalnego przekazu, który trafiłby do każdego. Nawet biblia takiego przekazu nie niesie.

Ta pozycja do mnie przemawia miejscami, ale większość tekstu odczytuję jako truizmy bez znaczenia. To, co przemówiło do mnie – z tych blisko 160 stron małego formatu i dużej czcionki – przedstawiam poniżej.

Autor twierdzi, że większość ludzi już nie żyje za życia, bo zgodzili się na przeciętność, ich byt wypełniony jest znojem, rozpaczą, łzami. Tacy ludzie są niczym trupy na cmentarzach, które sami utworzyli w swoich umysłach. A to dlatego, że człowiek sam tworzy swoje myśli i/lub gubi się w ich mnogości. A tymi myślami może sam siebie zabić, ale równie dobrze może stworzyć sobie wspaniały świat.

W książce jest napisane, że wszystkich ludzi dotknęła ta sama choroba a jest to brak szacunku dla samego siebie. Schorzenie to jest przyczyną nieudanego życia, a rozwija się z kompleksów, lęków, poczucia winy i niższości. Autor uważa, że „większość ludzi czuje się godnymi pogardy, bezwartościowymi.” A to m.in. dlatego, że są niechlujni w pracy, nie dbają o swój wygląd, nie uczą się, obijają się, nadużywają alkoholu, albo innych głupich, drobnych czynności, które niszczą ich. „Jesteśmy nieszczęśliwi, ponieważ nie mamy już szacunku dla samych siebie.”

Pocieszające jest to, że każdy z nas może z miejsca zmartwychwstać. Ale żeby do tego doszło, to potrzebuje impulsu, np. książki, która do niego przemówi.