To jest kolejna pozycja z wielu dostępnych na rynku, której autor usiłuje w prostych słowach uświadomić czytelnikowi co w życiu jest najpiękniejsze, najważniejsze. Szkopuł w tym, że każdy z nas jest na innym etapie rozwoju życiowego, czym innym jest aktualnie zajęty, ma inne wartości, cele, zmartwienia, co innego z nim rezonuje. I dlatego też tego typu pozycja nigdy nie stanie się bestsellerem, gdyż do jednych przemówi, a do innych nie. Nie ma uniwersalnego przekazu, który trafiłby do każdego. Nawet biblia takiego przekazu nie niesie.
Ta pozycja do mnie przemawia miejscami, ale większość tekstu odczytuję jako truizmy bez znaczenia. To, co przemówiło do mnie – z tych blisko 160 stron małego formatu i dużej czcionki – przedstawiam poniżej.
Autor twierdzi, że większość ludzi już nie żyje za życia, bo
zgodzili się na przeciętność, ich byt wypełniony jest znojem, rozpaczą, łzami.
Tacy ludzie są niczym trupy na cmentarzach, które sami utworzyli w swoich
umysłach. A to dlatego, że człowiek sam tworzy swoje myśli i/lub gubi się w ich
mnogości. A tymi myślami może sam siebie zabić, ale równie dobrze może stworzyć
sobie wspaniały świat.
W książce jest napisane, że wszystkich ludzi dotknęła ta
sama choroba a jest to brak szacunku dla samego siebie. Schorzenie to jest
przyczyną nieudanego życia, a rozwija się z kompleksów, lęków, poczucia winy i
niższości. Autor uważa, że „większość ludzi czuje się godnymi pogardy,
bezwartościowymi.” A to m.in. dlatego, że są niechlujni w pracy, nie dbają o
swój wygląd, nie uczą się, obijają się, nadużywają alkoholu, albo innych
głupich, drobnych czynności, które niszczą ich. „Jesteśmy nieszczęśliwi,
ponieważ nie mamy już szacunku dla samych siebie.”
Pocieszające jest to, że każdy z nas może z miejsca zmartwychwstać. Ale żeby do tego doszło, to potrzebuje impulsu, np. książki, która do niego przemówi.
