Postrzeganie ludzi zmieniało się, zmienia i będzie się zmieniać. Mody, poglądy, przekonania zbiorowe kształtują ogólne trendy społeczne, a socjologowie chętnie je komentują.
Tak też jest z byciem grubym, bez względu na to czy nazwiesz
to nadwagą, czy otyłością. Aktualnie w przestrzeni publicznej próbuje się
usprawiedliwiać grubych, a nawet normalizować to zjawisko. Nie ma czego tu
normalizować, bo przewlekłe noszenie na sobie nadmiaru tłuszczu jest po prostu
patologią z punktu widzenia biologii królestwa zwierząt, do którego gatunek
ludzki zalicza się. Do tego dochodzi ułomność estetyczna – grubość nie wygląda
ładnie, bo wypacza kształty człowieka.
Trafiłam na fragment kobiecego pisma z 1948 roku traktujący właśnie o nadwadze:
„Nadwaga oznacza w pewnym sensie śmierć. Stanowi rezygnację
z elegancji, przyjemności, wdzięku, zwinności, a nawet z prawdziwej twarzy.
Jest wręcz równoznaczna z utratą zdrowia. Nadmierny przyrost wagi w istocie
blokuje funkcjonowanie najważniejszych organów: serca, wątroby, nerek. Poza tym
krępuje ruchy i czyni je ociężałymi, deformuje ciało, uniemożliwia wszelką
aktywność. Utycie jest pożegnaniem z wszelką radością, oznacza zbrzydnięcie i
przedwczesne starzenie się. Schudnięcie, to stanie się młodszym. To odzyskanie
sylwetki sprzed lat. To odrodzenie się do radości.”
Wyobraź sobie jaką burzę medialną wywołałyby obecnie tego
typu słowa wpuszone w mediach. Byłby to armagedon, a być może nawet
doprowadziłoby do zbiorowego pozwu sądowego autora – grubasy złożyłyby
doniesienie na osobę, która śmiała coś takiego napisać, albo powiedzieć.
Kanony etyki i moralności zmieniają się niepostrzeżenie. To,
co kiedyś nikogo nie wzruszało, obecnie jest potwarzą, ciężką zniewagą. Tak też
jest z mówieniem o niepełnosprawnościach, o kolorze skóry, bezpłodności,
nadmiarowych gabarytach ciała.
Podczas rozmów kwalifikacyjnych o pracę prawo zabrania
pytania przez rekrutera o wiek, albo stan cywilny i posiadane dzieci
kandydata/ki, podczas gdy są to istotne aspekty z punktu widzenia jakości
pracy, którą potencjalnie ma świadczyć. Natomiast już nikt nie gani zadawania
pytania typu ‘dlaczego chce zmienić pan/pani pracę?’ – to pytanie nic nie wnosi,
a zdaje się pada, aby wywołać dyskomfort u kandydata, albo pozyskać jakieś
pikantne informacje o poprzednim pracodawcy. Proponuję zadawać rekruterkom
pytanie ‘dlaczego szukacie państwo osoby na to stanowisko?’ – ma taki sam walor
informacyjny jak to powyższe. No a czy grubość wpływa na jakość świadczonej
pracy? Z moich obserwacji wynika, że tak i to negatywnie. Akurat ten aspekt
widać jak na dłoni, więc przyszły pracodawca może z tą informacją zrobić co
chce.
Czy w swoim życiu miałeś/aś czas, w którym byłeś/aś gruby/a?
Jak to wspominasz? Co wtedy czułeś/aś? Czy ten stan niósł pozytywne emocje, czy
wręcz przeciwnie? Czy Twoim zdaniem lepiej był szczupłym, czy grubym? Czy
odpowiedzi na powyższe pytania są oczywiste w świetle aktualnej narracji
głoszonej w mediach?
