wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

piątek, 6 lutego 2026

Nadwaga oznacza w pewnym sensie śmierć

Postrzeganie ludzi zmieniało się, zmienia i będzie się zmieniać. Mody, poglądy, przekonania zbiorowe kształtują ogólne trendy społeczne, a socjologowie chętnie je komentują.

Tak też jest z byciem grubym, bez względu na to czy nazwiesz to nadwagą, czy otyłością. Aktualnie w przestrzeni publicznej próbuje się usprawiedliwiać grubych, a nawet normalizować to zjawisko. Nie ma czego tu normalizować, bo przewlekłe noszenie na sobie nadmiaru tłuszczu jest po prostu patologią z punktu widzenia biologii królestwa zwierząt, do którego gatunek ludzki zalicza się. Do tego dochodzi ułomność estetyczna – grubość nie wygląda ładnie, bo wypacza kształty człowieka.

Trafiłam na fragment kobiecego pisma z 1948 roku traktujący właśnie o nadwadze:

„Nadwaga oznacza w pewnym sensie śmierć. Stanowi rezygnację z elegancji, przyjemności, wdzięku, zwinności, a nawet z prawdziwej twarzy. Jest wręcz równoznaczna z utratą zdrowia. Nadmierny przyrost wagi w istocie blokuje funkcjonowanie najważniejszych organów: serca, wątroby, nerek. Poza tym krępuje ruchy i czyni je ociężałymi, deformuje ciało, uniemożliwia wszelką aktywność. Utycie jest pożegnaniem z wszelką radością, oznacza zbrzydnięcie i przedwczesne starzenie się. Schudnięcie, to stanie się młodszym. To odzyskanie sylwetki sprzed lat. To odrodzenie się do radości.”

Wyobraź sobie jaką burzę medialną wywołałyby obecnie tego typu słowa wpuszone w mediach. Byłby to armagedon, a być może nawet doprowadziłoby do zbiorowego pozwu sądowego autora – grubasy złożyłyby doniesienie na osobę, która śmiała coś takiego napisać, albo powiedzieć.

Kanony etyki i moralności zmieniają się niepostrzeżenie. To, co kiedyś nikogo nie wzruszało, obecnie jest potwarzą, ciężką zniewagą. Tak też jest z mówieniem o niepełnosprawnościach, o kolorze skóry, bezpłodności, nadmiarowych gabarytach ciała.

Podczas rozmów kwalifikacyjnych o pracę prawo zabrania pytania przez rekrutera o wiek, albo stan cywilny i posiadane dzieci kandydata/ki, podczas gdy są to istotne aspekty z punktu widzenia jakości pracy, którą potencjalnie ma świadczyć. Natomiast już nikt nie gani zadawania pytania typu ‘dlaczego chce zmienić pan/pani pracę?’ – to pytanie nic nie wnosi, a zdaje się pada, aby wywołać dyskomfort u kandydata, albo pozyskać jakieś pikantne informacje o poprzednim pracodawcy. Proponuję zadawać rekruterkom pytanie ‘dlaczego szukacie państwo osoby na to stanowisko?’ – ma taki sam walor informacyjny jak to powyższe. No a czy grubość wpływa na jakość świadczonej pracy? Z moich obserwacji wynika, że tak i to negatywnie. Akurat ten aspekt widać jak na dłoni, więc przyszły pracodawca może z tą informacją zrobić co chce.

Czy w swoim życiu miałeś/aś czas, w którym byłeś/aś gruby/a? Jak to wspominasz? Co wtedy czułeś/aś? Czy ten stan niósł pozytywne emocje, czy wręcz przeciwnie? Czy Twoim zdaniem lepiej był szczupłym, czy grubym? Czy odpowiedzi na powyższe pytania są oczywiste w świetle aktualnej narracji głoszonej w mediach?