Mikroodżywianie to zdaje się nowy koncept w obszarze dietetyki. Nie chodzi tutaj o jedzenie mikro porcji, ale o ustalanie niedoborów odżywczych, a następnie uzupełnianie brakujących witamin, minerałów.
W księże autorki tłumaczą, że „mikroodżywianie to gałąź bardzo nowoczesnej medycyny”. Jeśli uzupełnianie niedoborów, to nowoczesna medycyna, to czym ona była uprzednio? Dalej w książce jest wyjaśnione, że niedobory ustala się na podstawie badania krwi, moczu, śliny, kału. Mam wątpliwości czy te badania są w stanie ustalić stan ludzkiego organizmu, gdyż badanie krwi jest mało miarodajne, a to dlatego, że krew ciągle dąży do równowagi. Na przykład jeśli w tkankach, albo kościach magnezu już brakuje, to we krwi będzie widoczny prawidłowy poziom. Tak samo jest z innymi mikroelementami.
A badanie ekstrementów również nie da dokładnego obrazu
niedoborów, gdyż zwiększone wydalanie niektórych witamin, albo minerałów może
być następstwem tego, co zjedliśmy, albo aktywności fizycznej, jakości snu,
stresu itd. O badaniu śliny pod kątem ustalania niedoborów dotychczas nie
czytałam i zdaje się, że jeszcze mam w tym zakresie co nieco do odkrycia.
Sceptycznie odbieram tę nową gałąź nowoczesnej medycyny i
zdaje się, że mój punkt widzenia m.in. kształtują przepisy podane w tej
książce. Jest to kolejna pozycja, która pokazuje kucharzenie jako
megaskładnikowe przedsięwzięcie i udziwnienie czynności kuchennych. Hołduję
prostocie i minimalizmowi, więc nie skorzystam z tych przepisów, które poza skomplikowaniem
są wysokowęglowodanowe jak na moje standardy dietetyczne.
Jednakże każdy z nas jest innych i czego innego potrzebuje
na danym etapie swojego żywota. Cieszę się, że trafiłam na tę pozycję i czegoś
nowego się dowiedziałam, nawet jeśli z tych zaleceń póki co nie skorzystam. Być
może przydadzą się Tobie.
