Wszyscy mówią o tych kaloriach, że dają energię, Mówią też, że jak ich za dużo jemy, to tyjemy. A żeby schudnąć, to musi być deficyt energetycznych, czyli mniej kalorii. Tylko dlaczego nasze organizmy nie działają jednak tak, jak głoszą dietetycy? Wcale nie masz więcej siły jak się najesz wysoko kalorycznie, a jak się głodzisz, to okazuje się, że wcale nie chudniesz. No to co jest nie tak z tymi kaloriami, albo naszymi ciałami?
Aktualnie pojawiają się w przestrzeni informacyjnej stwierdzenia, że to wcale nie o nadmiar kalorii chodzi w procesie tycia, ale o nierównowagę hormonalną, która w dużym stopniu jest destabilizowana pikującą insuliną, a ta z kolei rozregulowuje pozostałe hormony.
Czy masz
doświadczenia z niespodziewanym tyciem, albo chudnięciem nieskorelowanym z
ilościami/kalorycznością zjadanych pokarmów? Albo może doświadczasz puchnięcia
wodą, albo permanentnym cellulitem odpornym na wszelkie zabiegi kosmetyczne? A czy
masz stabilny poziom energii fizycznej i psychicznej mocy sprawczej,
efektywności działania, osiągania celów? Czy chce Ci się chcieć, czy wręcz
przeciwnie po zjedzeniu porządnej dawki kalorii? A wypróżnianie czy idzie jak z
płatka, czy bardzo opornie bez względu na to czy jesz, czy nie?
Jeśli nie
widać oczekiwanych zależności między ilością spożywanych kalorii a gabarytami
ciała, to przestań kierować się bzdurnymi wytycznymi dot. redukowania
kaloryczności, lecz czas przyjrzeć się jakości spożywanego jedzenia.
Od dawna
wiadomo, że węglowodany tuczą, ale te wysoko przetworzone szczególnie
efektywnie tuczą w połączeniu z tłuszczem i/lub białkiem. Jedzenie samego
tłuszczu i białka też może utuczyć, ale jest to zależne od stanu organizmu
jednostki. Z reguły drastyczne podwyższenie ilości spożywanego białka
zwierzęcego przynosi efekt chudnięcia. Także znaczne zwiększenie spożycia
tłuszczu z obniżeniem do minimum węglowodanów może przynieść efekt chudnięcia,
jeśli przez lata jadłeś/aś niskotłuszczowo, ale wysokowęglowodanowo.
Przykłady
tych i innych zależności pomiędzy jedzeniem a masą ciała znajdziesz w
przestrzeni medialnej. Ale żeby dowiedzieć się co na Ciebie zadziała i w jaki
sposób, to trzeba doświadczyć zmiany.
Lepiej liczyć
gramy spożywanego białka zwierzęcego (wskazane, aby podwyższać) oraz gramy
spożywanych węglowodanów (wskazane aby redukować), niż kalorie (wskazane, żeby
nie interesować się nimi). Czym więcej zjesz białka i tłuszczu zwierzęcego, tym
szybciej i na dłużej nasycisz się. Takiej zależności nie daje ilość spożytych
kalorii. Redukcja zjadanych węglowodanów może być długą i wyboistą drogą, jeśli
latami objadałeś/aś się słodyczami, owocami, mącznym biedażarciem. Jednak warto
wyjść z uzależnienia węglowodanowego, aby zobaczyć jak można wspaniale poczuć
się we własnym ciele.
