wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

piątek, 30 stycznia 2026

Kalorie vs. hormony

Wszyscy mówią o tych kaloriach, że dają energię, Mówią też, że jak ich za dużo jemy, to tyjemy. A żeby schudnąć, to musi być deficyt energetycznych, czyli mniej kalorii. Tylko dlaczego nasze organizmy nie działają jednak tak, jak głoszą dietetycy? Wcale nie masz więcej siły jak się najesz wysoko kalorycznie, a jak się głodzisz, to okazuje się, że wcale nie chudniesz. No to co jest nie tak z tymi kaloriami, albo naszymi ciałami?

Aktualnie pojawiają się w przestrzeni informacyjnej stwierdzenia, że to wcale nie o nadmiar kalorii chodzi w procesie tycia, ale o nierównowagę hormonalną, która w dużym stopniu jest destabilizowana pikującą insuliną, a ta z kolei rozregulowuje pozostałe hormony.

Czy masz doświadczenia z niespodziewanym tyciem, albo chudnięciem nieskorelowanym z ilościami/kalorycznością zjadanych pokarmów? Albo może doświadczasz puchnięcia wodą, albo permanentnym cellulitem odpornym na wszelkie zabiegi kosmetyczne? A czy masz stabilny poziom energii fizycznej i psychicznej mocy sprawczej, efektywności działania, osiągania celów? Czy chce Ci się chcieć, czy wręcz przeciwnie po zjedzeniu porządnej dawki kalorii? A wypróżnianie czy idzie jak z płatka, czy bardzo opornie bez względu na to czy jesz, czy nie?

Jeśli nie widać oczekiwanych zależności między ilością spożywanych kalorii a gabarytami ciała, to przestań kierować się bzdurnymi wytycznymi dot. redukowania kaloryczności, lecz czas przyjrzeć się jakości spożywanego jedzenia.

Od dawna wiadomo, że węglowodany tuczą, ale te wysoko przetworzone szczególnie efektywnie tuczą w połączeniu z tłuszczem i/lub białkiem. Jedzenie samego tłuszczu i białka też może utuczyć, ale jest to zależne od stanu organizmu jednostki. Z reguły drastyczne podwyższenie ilości spożywanego białka zwierzęcego przynosi efekt chudnięcia. Także znaczne zwiększenie spożycia tłuszczu z obniżeniem do minimum węglowodanów może przynieść efekt chudnięcia, jeśli przez lata jadłeś/aś niskotłuszczowo, ale wysokowęglowodanowo.

Przykłady tych i innych zależności pomiędzy jedzeniem a masą ciała znajdziesz w przestrzeni medialnej. Ale żeby dowiedzieć się co na Ciebie zadziała i w jaki sposób, to trzeba doświadczyć zmiany.

Lepiej liczyć gramy spożywanego białka zwierzęcego (wskazane, aby podwyższać) oraz gramy spożywanych węglowodanów (wskazane aby redukować), niż kalorie (wskazane, żeby nie interesować się nimi). Czym więcej zjesz białka i tłuszczu zwierzęcego, tym szybciej i na dłużej nasycisz się. Takiej zależności nie daje ilość spożytych kalorii. Redukcja zjadanych węglowodanów może być długą i wyboistą drogą, jeśli latami objadałeś/aś się słodyczami, owocami, mącznym biedażarciem. Jednak warto wyjść z uzależnienia węglowodanowego, aby zobaczyć jak można wspaniale poczuć się we własnym ciele.