Książka ma podtytuł „Jak pozbyć się przewlekłego bólu dzięki innowacyjnej terapii mięśniowo-powięziowej”. Pozycja jest przygotowana przez praktyka masażu, ale niekoniecznie mistrza słowa pisanego. Ale to wychodzi nawet na plus, że zdania są krótki, treściwe, dzięki czemu autor nie przynudza bezcelowymi ukwieconymi opisami, a między akapitami znajdują się liczne obrazki, co by unaocznić o czym on pisze.
Już na wstępie Zdzisław zaznacza, że książka jest przeznaczona dla osób mający pewne przygotowanie zawodowe w zakresie masażu. To nie są informacje dla amatorów, którzy mieliby bez żadnych podstaw po przeczytaniu tej pozycji iść w świat i masowych, np. swoich znajomych, albo najbliższych. Mimo to nawet amator znajdzie tę książkę ciekawą.
Dla mnie interesujący był rozdział wyjaśniający co to jest
powięź. Tyle innych książek czytałam w tym temacie, ale dopiero w tej książce
autor opisał powięź w niezwykle obrazowy sposób, cytuję „powięź to sieć
krzyżujących się na różnych poziomach ciała cienkich i śliskich błon
łącznotkankowych otaczających mięśnie lub grupy mięśniowe oraz wytwarzające
przegrody między nimi, a zatem mających zasadnicze znaczenie zarówno dla
kształtu mięśni, jak i dla ich wzajemnie przesuwalności wobec siebie.”
Następnie autor wylicza cztery funkcje powięzi określane po angielsku jako 4P:
packaging (opakowanie), protection (ochrona), posture (postawa) i passageway
(drogi przewodzące). O tej ostatniej funkcji dotychczas nie słyszałam. Zdaniem
autora odciążenie sieci powięziowej daje odciążenie systemu nerwowego i mięśni,
a przez pojęcie dróg przewodzących ma na myśli, że powięzi tworzą i wytyczają
drogi dla nerwów oraz naczyń krwionośnych i limfatycznych, a zatem odgrywają
bardzo ważną rolę w procesach przemiany materii. Do tego warto dodać, że
zasadniczą i regulującą rolę w prawidłowym obiegu płynów tkankowych odgrywa
układ nerwowy.
Takich ciekawostek jest więcej w tej krótkiej, bo tylko 160
stronnicowej książeczce. A czytając ją wyobrażałam sobie, jak mnie ktoś masuje.
Co więcej, przypomniałam sobie, że tak jak zaleca masować Drobner, tak też
masował mnie kiedyś tajlandzki masażysta. I w ogóle mnie to nie dziwi, bo w tej
książce jest masę odniesień do medycyny chińskiej i metod medycyny ludowej.
Książka wywołała we mnie chęć skorzystania z usług masażu.
Polecam przeczytać książkę.
