wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

poniedziałek, 17 listopada 2025

Moja recenzja książki pt. „Żadnych bachorów. 40 powodów, by nie mieć dzieci” Corinne Maier

„Jedyna życiowa koncepcja to antykoncepcja.” – to stwierdzenie pojawia się już na początku książki. Autorka, która ma dwójkę dzieci z humorem i ciętym językiem pisze o niedogodnościach i utrapieniach posiadania dzieci. „Gdybym napisała tę książkę nie mając sama dzieci, świat nazwałby mnie zgorzkniałą i zawistną starą panną.” Humor jest, ale powaga problemu (?) też. W książce pojawia się krytyka powszechnie panujących stereotypów, zaprzeczenie świętości macierzyństwa, stanu błogosławionego i innych truizmów wszechobecnych w przestrzeni publicznej.

„Są słowa, których matce wypowiadać nie wolno, np. gdybym mogła cofnąć czas, to bym na dzieci nie zdecydowała się. Zamiast tego typowa i oczekiwana deklaracja brzmi: jestem dumna z moich dzieci i nie żałuję, że je mam.” Książka jest pisana przez Francuzkę, jednakże charakter opisywanego tematu jest właściwy nie tylko krajom kultury zachodniej.

Autorka twierdzi, że „pragnienie dziecka dodaje skrzydeł ludziom o marnych perspektywach. Rodzicielska misja polega na poświęcaniu się duszą i ciałem rozwojowi tych cudownych małych stworzeń. Urastające do rangi świętości dziecko staje się dla wielu głupców lub naiwniaków brakującym ogniwem w łańcuchu między człowieczeństwem a nieskończonością.”

„Gdyby zajmowanie się dziećmi było miłe i przyjemne, niektórzy robiliby to za darmo. A tak nie jest. Nikt nie zajmie się waszymi dziećmi, jeśli mu za to nie zapłacicie. (…) Dziecko to smutna konieczność. (…) Wszyscy się nim zachwycają, ale nikt nie chce się nim zajmować. Siedzenie przez wiele lat w domu i opiekowanie się dziećmi – powiedzmy sobie szczerze – śmiertelna nuda. Bardzo szybko opieka nad dzieckiem okazuje się bardziej męcząca niż praca zawodowa.”

„Dziecko kosztuje fortunę – drożej niż najnowszy model luksusowego samochodu, rejs dookoła świata i dwupokojowe mieszkanie w Paryżu. Państwo trochę pomaga rozdając różne subsydia, wypłacane pod hasłem wspierania rodzin z małymi dziećmi, jak również zasiłki szkolne i stypendia. To jednak niewiele w porównaniu z tym, co i tak musicie wydać na swoje dziecko.” Autorka napisała tę pozycję w 2007 roku, jednakże powyższe jest jakże aktualne w polskiej przestrzeni publicznej. „Mała rada: jeśli macie ochotę utrzymywać pasożyta, lepiej zafundujcie sobie żigolaka. To o wiele przyjemniejsze i przynajmniej wiadomo za co się płaci.”

„Kult dzieci to wielkie brzemię dla kobiet. (…) Do XX wieku niewiele kobiet wyróżniało się jako pisarki, malarki, kompozytorki, badaczki. Stwarzanie istoty ludzkiej zastępowało tworzenie dzieła. Substytut czy ostateczność? Tworzenie poprzez macierzyństwo jest w zasięgu wszystkich. Niektóre jednak wolałyby wypowiadać się w inny sposób. (...) Czy można być kreatywnym podcierając tyłki? Takie prozaiczne i ogłupiające zajęcia, będące częścią macierzyństwa, wpływają hamująco na gigantów myśli. Czy kobiety są ofiarami niesprawiedliwego porządku ustanowionego przez mężczyzn, czy ofiarami własnych dzieci? (…) Chcecie równości między kobietami a mężczyznami? Na początek zrezygnujcie z dzieci.”

Pracodawcy nie biją się o zatrudnienie matek powyżej czterdziestego roku życia. Państwo incydentalnie wspiera rodziców w kosztach wychowania nowych obywateli. Przestrzeń publiczna nie zawsze jest skłonna obsługiwać małych konsumentów (np. hotele, restauracje, inne miejsca, gdzie nie wolno wprowadzać dzieci). Nadal istnieje mit wspaniałości bycia w ciąży, spełniania instynktu macierzyństwa, realizowania się w wychowaniu dzieci, gloryfikowania zajebistości posiadania małych ludzi w domu i ich pozytywnego wpływu na otoczenie. Książki odkrywa codzienność i szarość użerania się z dziećmi. Zdaje się, że coraz więcej osób już wie czym to pachnie i świadomie stwierdza, że nie chce mieć żadnych bachorów w swoim domu.