Dlaczego współcześni dietetycy wypowiadają się tylko o roślinach, jako źródłach witamin i minerałów?
Jak posłuchasz, albo poczytasz zaleceń dietetyków, to
zauważysz, że rzadko kiedy mówią o wartościach odżywczych mięsa, ryb, jajek,
masła, sera. Wymieniając źródła witamin i minerałów podają tylko owoce i
warzywa, ew. orzechy nasiona i oczywiście zboża.
Według nich witaminy z grupy B są tylko w kaszach i produktach pełnoziarnistych. Witaminy D i E znajdziesz w olejach. Cynk i miedź oczywiście w nasionach i orzechach. Siarkę i krzem w cebuli i czosnku. Magnez w kakao. Wapń w roślinach zielonolistnych. A żelazo to tylko w suplementach.
Dlaczego dietetycy nie mówią, że bombą witaminowo-minerałową
są jajka? Dlaczego nie mówią, że najlepszym źródłem witamin rozpuszczalnych w
tłuszczach oraz minerałów, w tym żelaza jest mięso? Dlaczego nie mówią, że
produkty zwierzęce są jedynym źródłem witaminy B1? Dlaczego nie mówią, że w
maśle jest najwięcej witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, czyli AEKD? Dlaczego
nie mówią, że człowiek przyswaja w 100% wartości odżywczych ze zjadanych
produktów odzwierzęcych, natomiast z tych roślinnych ok. 10%?
O co chodzi dietetykom? Czy uważają, że w ostatnich
dziesięcioleciach człowiek przekształcił się genetycznie z mięsożercy w
roślinożercę? Czy uważają, że człowiek może nasycić się chrupiąc wyłącznie
sałatę i owoce, czasami przegryzając pieczywem pełnoziarnistym? Ciekawa jestem co
ci dietetycy konsumują. Na tych głoszonych przez nich zaleceniach żywieniowych,
to człowiek pociągnie max kilka lat, ale na zdrowie mu to nie wyjdzie.
Tak wiem, że świat zwariował i dziś jest wszystko na opak w
odróżnieniu od tego, co było kiedyś. Dziś wmawiają Ci, że jedzenie zieleniny da
Ci witalność, siłę i zdrowie, a mięsa prowadzi do chorób. Dziś wmawiają Ci, że
nie wolno krytykować grubych, bo to jest nieetyczne, a poza tym to ich wybór,
że chcą mieć 30 kg balastu tłuszczu. Dziś wmawiają Ci, że musisz iść do
fryzjera, jak chcesz podciąć włosy. Albo do kosmetyczki, jeśli potrzebujesz
obciąć paznokcie. Że musisz iść do trenera zanim zaczniesz ćwiczyć. No i
oczywiście musisz skonsultować się z dietetykiem, żeby Ci powiedział ile możesz
dziennie jeść jajek i czy w ogóle możesz jeść mięso. Dziś już o niczym nie
wolno samodzielnie Ci decydować, bo przecież inni doktoryzowali się ze
ścielenia łóżek, mycia okien, parzenia herbaty, ścierania kurzu, wkręcania
żarówek, więc musisz kupić ich usługi, konsultacje, zanim cokolwiek
samodzielnie będziesz chciała wykonać.
Szkoda, że nikt nie każe Ci skonsultować się z dietetykiem
przed pochłonięciem pizzy 40 cm średnicy, albo przed wciągnięciem zestawu w
fastfoodzie, albo przed zjedzeniem kubełka lodów. Moim zdaniem reklamy
wysokowęglowodanowych produktów powinny zawierać frazę „skonsultuj się z
dietetykiem przed konsumpcją produktu węglowodanowego, którego spożycie
skutkuje podwyższeniem insuliny i może pogorszyć twój stan zdrowia”.
Szkoda, że nikt nie każe Ci konsultować się z lekarzem przed
piciem alkoholu, albo przed zapaleniem papieroska.
To, co niezdrowie, co ludzie na potęgę aplikują sobie, a
następnie chorują, to jest dostępne od ręki. Natomiast to, co dla człowieka
zdrowe, jest demonizowane. Mainstream stale przestrzega: nie jedz masła, nie
jedz czerwonego mięsa, max 1 jajko tygodniowo, a ryba raz na dwa tygodnie. A na
końcu Ty sam pozostajesz ze swoimi dolegliwościami powodowanymi niedożywieniem
(nie mylić z przejedzeniem), bo czas oczekiwania na wizytę u lekarza to 2 lata.
A jak już się do niego dostaniesz, to usłyszysz, że trzeba jeść owoce i
warzywa…
