wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

poniedziałek, 27 października 2025

Moja recenzja książki pt. „Żałując macierzyństwa” Orna Donath

Mam nieodparte wrażenie, że tytuł tej książki miał wzbudzić sensację i napędzić sprzedaż. Aktualnie coraz częściej i śmielej mówi się o kobietach, które nie chcą mieć dzieci. Kobiety także zaczynają publicznie wyrażać swoje przekonania w tym zakresie. Z mojego punktu widzenia mało sensacyjne są zamieszczone w tej książce wywiady z kobietami Żydówkami, które mają po kilkoro dzieci i przyznają jak jeden maż, że żałują, że zostały matkami.

Za dużo parafraz i międlenia w koło na około tego samego na prawie 300 stronach. Być może w Izraelu temat jest bardziej kontrowersyjny, aniżeli w innych krajach, co wynika z tamtejszej kultury, relacji kobieta-mężczyzna, religii. Autorka pod każdym kątem analizuje tytułowe zjawisko pieszcząc każde wypowiedziane zdanie przez kobiety żałujące czasu straconego na macierzyństwo.

Kobiety, z którymi autorka robiła wywiady stwierdzają, że chciałyby być bezdzietnymi matkami, przez co chcą powiedzieć, że kochają swoje dzieci i cieszą się, że pojawiły się na tym padole, ale lata spędzone na pielęgnowaniu i wychowywaniu dzieci postrzegają jako stracone, jako koszmar, katorgę, wycieńczenie itp. Prawie każda z kobiet twierdzi, że macierzyństwo jest lub było dla nich tragedią. Niektóre w ogóle nie chciały mieć dzieci, ale nie potrafiły odmówić mężowi i/lub oprzeć się naciskom otoczenia. Niektóre miały depresję będąc w ciąży. Jedna z pań porzuciła męża i dzieci, bo nie mogła znieść klimatów rodzinnych, macierzyńskich.

Niechcenie dzieci nie jest współczesną modą, nowością. Na całym świecie od zawsze były kobiety, które stroniły od macierzyństwa. W Polsce też, co m.in. opisuje książka „Chłopki” Joanny Kiciel-Frydryszak. Niektóre Polki w dawnych, feudalnych, ale także we współczesnych czasach nie chciały mieć dzieci. W czasach kiedy nie było środków antykoncepcyjnych, a religijność oraz przede wszystkim zależność bytowa kobiet od mężczyzn, nie dawała im wyboru. Chciały, czy nie i tak zachodziły w ciążę i rodziły.

Nazywanie noszonego dziecka w brzuchu pasożytem (tak mawiała Chyłka, jedna z głównych bohaterek książek Remigiusza Mroza), albo nowotworem nie powinno dziś – w czasach swobody wyrażania swoich przekonań – razić, ani zadziwiać.

Chętnie poczytałabym o motywach kobiet, które nie chcą mieć dzieci i ich nie mają. W tej książce nie pojawiają się wywiady z takimi. W tej pozycji żal pojawia się na każdej stronie, bo mleko się rozlało i nie da się tego cofnąć. Chętnie przeczytałabym książkę, która opisałaby sytuację, w której zapobiegnięto rozlaniu mleka i zamiast lamentów jest radość kobiet z bycia nikim nieobciążonymi.

Mimo wszystko polecam przeczytać tę pozycję tym, co mają otwarty umysł, zrozumienie i akceptację dla odmienności od standardu.