Używamy i bezrefleksyjnie powtarzamy równe sformułowania, a jak ktoś nas spyta co znaczy jakieś słowo (najczęściej pytają dzieci), to wtedy okazuje się, że nie potrafimy niektórych słów wytłumaczyć.
Czytałam książkę, w której pojawiło się słowo zbawiony. Dotychczas nie wiedziałam, co ono znaczy. Przez reprezentantów wiodącej w Polsce religii jest wręcz nadużywane. Według Wikipedii zbawienie znaczy uwolnienie się od niekorzystnego stanu lub okoliczności. A w kontekście katolicyzmu jest tłumaczone zawile jako uratowanie od grzechu oraz osiągnięcie wiecznego życia w obecności boga. To znaczenie religijne rodzi kolejne pytania, m.in. o to co to znaczy grzech, co to znaczy życie wieczne, co to znaczy obecność boga, co to jest bóg – a tego nawet ksiądz nie potrafi wytłumaczyć.
Znaczenie ogólne bycia zbawionym, czyli uwolnienie się od
niekorzystnego stanu lub okoliczności dało mi do myślenia. Zaczęłam zastanawiać
się nad sobą i szybko doszłam do wniosku, że jestem zbawiona, gdyż uwolniłam
się od niekorzystnego dla mnie stanu psychicznego i fizycznego, a
niesprzyjające mi okoliczności minęły, albo już wiem jak im zapobiegać.
Do bycia zbawioną nie potrzebowałam żadnego kapłana, ani
osoby legitymującej się jakimś zaświadczeniem, albo deklarującej posiadanie
jakiejś wiedzy i umiejętności. Pojawiały się w mojej głowie kolejne
przemyślenia – osoby duchowne, np. księża, biskupi, papieże itp. są tacy sami
jak my. Nie mają w sobie jakiś supermocy, albo nadprzyrodzonych zdolności, nie
są wyjątkowi, ani święci i nietykalni. Jak chcesz się wyspowiadać, to możesz
każdemu pierwszemu z brzegu. Ksiądz jest takim samym człowiekiem jak Ty, więc
dlaczego niby tylko on miałby prawo do rozgrzeszania Ciebie, zadawania pokuty,
albo nakazywania jak należy życia?
Idąc dalej tym tokiem rozumowania, to kolejna refleksja
ciśnie mi się na przedni płat czołowy: nikt nie wie co jest dla Ciebie
najlepsze, albo jak powinieneś postąpić w danej sytuacji, albo jak dalej żyć,
albo jakie decyzje podejmować itp. Lubimy radzić się innych, bo to zrzuca z nas
poczucie brania odpowiedzialności za swoje życie. Ale to jest tylko poczucie,
bo ostatecznie to co robimy, nawet pod wpływem, albo naciskami innych, to jest
naszą decyzją o poddaniu się czyimś namowom, albo pójścia swoją drogą. Być może
ktoś powie, że za niego decyzje w życiu podejmuje ktoś inny, np. lekarz każe
poddać się chemioterapii choremu, albo sprzedawca namawia do zakupu kolejnego
telefonu, chociaż używasz tylko jednego, albo obsługa banku wciska Ci kartę
kredytową, której do niczego nie potrzebujesz itp. Ostatecznie decyzję
podejmujesz Ty. Jak się z nimi czujesz to inna kwestia.
Czy czujesz się w życiu zbawiony? Być może kiedyś byłeś, a
już nie jesteś. A może właśnie jesteś w procesie zbawienia? Przemyśl temat.
