wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

piątek, 14 sierpnia 2026

Wstyd jeść publicznie

Zastanawia mnie podłoże zachowań społecznych, według których normą jest jeść publicznie, tak samo jak normą jest defekować się w ukryciu. Dlaczego tak jest i kto, kiedy tak to ustanowił?

Jedzenie jest jedną z potrzeb fizjologicznych. Zjadanie w ciszy, spokoju, skupieniu nie idzie w parze z warunkami do tego stworzonymi, czyli dużymi stołami, jadalniami, restauracjami, stołówkami itp. Coraz częściej mówi się, żeby nie jeść w pośpiechu, nie mówić z pełną buzią (przecież jak pies je to nie szczeka), porządnie przeżuwać każdy kęs, no ale żeby tak czynić to trzeba jeść w odosobnieniu, a przecież zachęcają do spożywania posiłków w gronie najbliższych... Lubię jeść w samotności, bo wtedy mogę skupić się na tej czynności. Towarzystwo mnie rozprasza, niektórzy stresują. Pogłębione dysputy na temat żywota ludzkiego, wszechświata, prawidłowości, zależności prowadzę poza jadalnią.

Zadziwiają mnie grubasy, które ostentacyjnie publicznie pałaszują w cukierniach, restauracjach, w komunikacji miejskiej, na ulicy. Masa ludzi przemieszcza się ulicami, w budynkach, równocześnie mówiąc, bawiąc się, patrząc w ekrany, no i jedząc. Ludzie nie zastanawiają się nad tym co robią. Nie myślą, bo to męczy. Często robią to, na co mają akurat ochotę. Niektórzy bekają, pierdzą, albo obszczywają mury nie zważając na to, że ktoś to słyszy, widzi, czuje. Czy to się nazywa cywilizacja? A może cywilizacja, to tylko rzeczy wytworzone przez człowieka, a człowiek nadal jest jak wyjęty z epoki kamienia?

Pulchni, grubasy, baryły, beki, monstra, kolosy wpychają w otwory gębowe wszystko, co dostępne w sprzedaży i wszędzie bez skrępowania. Zadziwia mnie to, że grubasy nie wstydzą się jeść publicznie. Wątpię, żeby każdy z nich był obojętny na opinię otoczenia. Być może nie przychodzi im do głowy, jakie myśli ktoś obok ma jak widzi potwora wtranżalającego puchar lodów albo fastfood. Niedawno byłam w restauracji i w tzw. międzyczasie przyszła para, on był monstrualnie gruby. Co raz zerkałam co mu przyniosą na talerzu, bo byłam ciekawa po co on do restauracji przyszedł. Niestety nie doczekałam się, bo opuściłam przybytek zanim kelner doniósł grubasowi zamówienie. Do dziś zastanawia mnie czy tamten grubas zamówił wyłącznie coś do picia np. herbatę, a jadła tylko towarzysząca mu dziewczyna.

Paradoksalnie niektórzy ludzie wstydzą się mokrej plamy pod pachą w upale, wstydzą się poprosić o pomoc przy wpakowywaniu bagażu do pociągu, wstydzą się zgłosić na policję przemoc domową, ale nie wstydzą się publicznie wtranżalać żarcie.