wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

piątek, 10 lipca 2026

Ograniczenie picia czegokolwiek

Już od kilku lat mówi się o zdrowotnym działaniu poszczenia na ludzki organizm. Ograniczanie jedzenia oraz skracanie okien żywieniowych uruchamiają procesy naprawcze, oczyszczające, regenerujące, spalające zbędne, nadmiarowe zapasy tj. autofagia, mitofagia, ketoza. Japońskiemu biologowi przyznali w 2016 roku Nagrodę Nobla za odkrycie procesu autofagii.

Są posty wodne, są posty przerywane, diety naśladujące posty. Aktualnie zaleca się jeść małą ilość posiłków oraz ograniczać przedział czasowy w ciągu dobry, w którym w ogóle się cokolwiek spożywa. Poza tym gówniane jedzenie, czyli wysoko przetworzone węgle należy zastępować wysoko odżywczymi naturalnymi produktami zwierzęcymi i nieprzetworzonymi roślinnymi.

Stawiam hipotezę, że podobnie może działać ograniczanie spożywanych napojów, łącznie z tymi powszechnie uznawanymi za zdrowe, np. woda, herbatki ziołowe. Natrafiłam na książkę naturopatki, w której zaleca picie wody małymi łykami, bez opijania się na siłę i tylko w pierwszej połowie dnia, czyli do g. 14:00. Zwraca uwagę, aby ostatni napój w postaci np. słabej herbaty zielonej lub herbaty ziołowej wypić do g. 16:00. Picie na noc obciąży nie tylko nerki, ale też serce. Odstępy między posiłkami powinny wynosić 4-5 h, a picie powinno następować w środku czasu między posiłkami, ale nie tuż przed i tuż po.

Podobno posty suche (bez jedzenia i bez picia) są o znacząco intensywniejsze w zakresie wyrzucania zbędnych balastów z ciała. Być może ograniczanie picia nawet w dni bezpostne również przyspiesza oczyszczanie i poprawia metabolizm w organizmie, bo przecież cały czas zachodzą w ciele człowieka procesy oczyszczania tylko są słabsze, gdy nie pościmy.

Ograniczanie picia czegokolwiek zmienia procesy zachodzące w ciele. Termogeneza jest silniejsza, co oznacza, że czuje się ciepło w ciele i skóra też jest ciepła. Czuć spokój w ciele bez powodu – nie ma odczucia poddenerwowania, niepokojów, mrowienia, takiej jakby niewygody, w której człowiek nie wie co ma ze sobą zrobić. Opuchlizny schodzą, ale mogą powrócić, jeśli picia będzie znowu za mało.

Skrajności nie służą nikomu i w żadnym obszarze życia człowieka. Skrajności są łatwe do wykonania, ale prowadzą do destabilizacji, którą trudno ujarzmić. Najlepsze jest wypośrodkowanie, optymalizacja tylko, że właśnie utrzymanie równowagi jest trudne i wymaga skupienia. Mało komu chce się skupiać, bo wygodniej wpadać w automatyzmy. No cóż, trzeba zadać sobie pytanie, co jest dla mnie w życiu ważne i temu poświęcić uwagę.

Uwagę polecam skupić na tym co i ile wlewamy do buzi. Może się okazać, że lejesz w siebie litry wody aby zagłuszyć głód – niektórzy dietetycy radzą, żeby pić jak chce się jeść. Takie działanie jest dobre na początku, ale z czasem organizm zmienia tryb działania i w efekcie zapijania głodu metabolizm destabilizuje się. O dziwo okazuje się, że niezapijanie głodu tylko jedzenie wtedy, jak już czuć głód w efekcie szybciej nasyca i zjada się mniej – ale zwracam uwagę, że mowa tutaj o głodzie a nie o zachciankach jedzeniowych.

Niektórzy wlewają do buzi dużo tylko dlatego, że dietetycy, specjaliści od żywienia i cała reszta otoczenia mówią, że trzeba pić co najmniej 2 litry dziennie, albo co najmniej 8 szklanek wody dziennie, albo pić nawet, gdy nie chce się pić, bo jak się zachce to znaczy, że już się odwodniliśmy. Moim zdaniem niezdrowo jest pić na siłę, czyli wtedy jak pragnienia nie ma. Biologicznie człowiek nadal jest na etapie człowieka jaskiniowego co oznacza, że nasze organizmy naturalnie są przystosowane do nieregularności spożywania jedzenia i picia, do okresów niejedzenia, do jedzenia incydentalnego. Jaskiniowiec nie miał lodówki, z której wyciągał jedzenie jak go naszło na przekąskę i nie miał czajnika, ekspresu do kawy, dostępu do bieżącej wody. Oznacza to, że jadł wtedy jak coś upolował, albo nazbierał co oznacza, że na czczo miał wysiłek fizyczny a dopiero potem ew. strawę. Podobnie z piciem – jak znalazł źródło, ujście czystej wody to pił, ale wątpię, żeby wychylał w regularnych odstępach objętość 8 szklanek wody.

A dlaczego niektórzy czują pragnienie, a inni nie? To może być powodowane różnymi zmiennymi, a jedną z nich jest to, co jesz.

Ten wywód próbujący logicznie wytłumaczyć, dlaczego nie powinniśmy się opijać mnie przekonuje, a co więcej w praktyce u mnie działa. U Ciebie może zadziałać inaczej, dlatego polecam zwrócić uwagę na odczucia pragnienia.