Już od kilku lat mówi się o zdrowotnym działaniu poszczenia na ludzki organizm. Ograniczanie jedzenia oraz skracanie okien żywieniowych uruchamiają procesy naprawcze, oczyszczające, regenerujące, spalające zbędne, nadmiarowe zapasy tj. autofagia, mitofagia, ketoza. Japońskiemu biologowi przyznali w 2016 roku Nagrodę Nobla za odkrycie procesu autofagii.
Są posty wodne, są posty przerywane, diety naśladujące posty. Aktualnie zaleca się jeść małą ilość posiłków oraz ograniczać przedział czasowy w ciągu dobry, w którym w ogóle się cokolwiek spożywa. Poza tym gówniane jedzenie, czyli wysoko przetworzone węgle należy zastępować wysoko odżywczymi naturalnymi produktami zwierzęcymi i nieprzetworzonymi roślinnymi.
Stawiam
hipotezę, że podobnie może działać ograniczanie spożywanych napojów, łącznie z
tymi powszechnie uznawanymi za zdrowe, np. woda, herbatki ziołowe. Natrafiłam
na książkę naturopatki, w której zaleca picie wody małymi łykami, bez opijania
się na siłę i tylko w pierwszej połowie dnia, czyli do g. 14:00. Zwraca uwagę,
aby ostatni napój w postaci np. słabej herbaty zielonej lub herbaty ziołowej wypić
do g. 16:00. Picie na noc obciąży nie tylko nerki, ale też serce. Odstępy
między posiłkami powinny wynosić 4-5 h, a picie powinno następować w środku
czasu między posiłkami, ale nie tuż przed i tuż po.
Podobno posty
suche (bez jedzenia i bez picia) są o znacząco intensywniejsze w zakresie
wyrzucania zbędnych balastów z ciała. Być może ograniczanie picia nawet w dni
bezpostne również przyspiesza oczyszczanie i poprawia metabolizm w organizmie,
bo przecież cały czas zachodzą w ciele człowieka procesy oczyszczania tylko są
słabsze, gdy nie pościmy.
Ograniczanie
picia czegokolwiek zmienia procesy zachodzące w ciele. Termogeneza jest
silniejsza, co oznacza, że czuje się ciepło w ciele i skóra też jest ciepła. Czuć
spokój w ciele bez powodu – nie ma odczucia poddenerwowania, niepokojów,
mrowienia, takiej jakby niewygody, w której człowiek nie wie co ma ze sobą
zrobić. Opuchlizny schodzą, ale mogą powrócić, jeśli picia będzie znowu za
mało.
Skrajności
nie służą nikomu i w żadnym obszarze życia człowieka. Skrajności są łatwe do
wykonania, ale prowadzą do destabilizacji, którą trudno ujarzmić. Najlepsze
jest wypośrodkowanie, optymalizacja tylko, że właśnie utrzymanie równowagi jest
trudne i wymaga skupienia. Mało komu chce się skupiać, bo wygodniej wpadać w
automatyzmy. No cóż, trzeba zadać sobie pytanie, co jest dla mnie w życiu ważne
i temu poświęcić uwagę.
Uwagę polecam
skupić na tym co i ile wlewamy do buzi. Może się okazać, że lejesz w siebie
litry wody aby zagłuszyć głód – niektórzy dietetycy radzą, żeby pić jak chce
się jeść. Takie działanie jest dobre na początku, ale z czasem organizm zmienia
tryb działania i w efekcie zapijania głodu metabolizm destabilizuje się. O
dziwo okazuje się, że niezapijanie głodu tylko jedzenie wtedy, jak już czuć
głód w efekcie szybciej nasyca i zjada się mniej – ale zwracam uwagę, że mowa
tutaj o głodzie a nie o zachciankach jedzeniowych.
Niektórzy
wlewają do buzi dużo tylko dlatego, że dietetycy, specjaliści od żywienia i
cała reszta otoczenia mówią, że trzeba pić co najmniej 2 litry dziennie, albo
co najmniej 8 szklanek wody dziennie, albo pić nawet, gdy nie chce się pić, bo
jak się zachce to znaczy, że już się odwodniliśmy. Moim zdaniem niezdrowo jest
pić na siłę, czyli wtedy jak pragnienia nie ma. Biologicznie człowiek nadal
jest na etapie człowieka jaskiniowego co oznacza, że nasze organizmy naturalnie
są przystosowane do nieregularności spożywania jedzenia i picia, do okresów
niejedzenia, do jedzenia incydentalnego. Jaskiniowiec nie miał lodówki, z
której wyciągał jedzenie jak go naszło na przekąskę i nie miał czajnika, ekspresu
do kawy, dostępu do bieżącej wody. Oznacza to, że jadł wtedy jak coś upolował,
albo nazbierał co oznacza, że na czczo miał wysiłek fizyczny a dopiero potem
ew. strawę. Podobnie z piciem – jak znalazł źródło, ujście czystej wody to pił,
ale wątpię, żeby wychylał w regularnych odstępach objętość 8 szklanek wody.
A dlaczego
niektórzy czują pragnienie, a inni nie? To może być powodowane różnymi
zmiennymi, a jedną z nich jest to, co jesz.
Ten wywód
próbujący logicznie wytłumaczyć, dlaczego nie powinniśmy się opijać mnie
przekonuje, a co więcej w praktyce u mnie działa. U Ciebie może zadziałać
inaczej, dlatego polecam zwrócić uwagę na odczucia pragnienia.