Wzięłam udział w webinarze pod tytułem „Dlaczego diety nie działają” zorganizowanego przez dużą korporację, która niby sprzedaje usługi zachowania dobrego zdrowia i kondycji ciała ludzkiego. Ciekawa byłam czy coś tam przełomowego powiedzą, coś czego nie wiem. Nic takiego tam nie padło, a webinar prowadziły w sumie 4 osoby w formie panelu dyskusyjnego. Dodatkowo zadawali pytania uczestnikom, którzy mieli możliwość wyrażać swoje zdanie w formie ankiety, a pytano ich ile razy w życiu byłeś/aś na diecie oraz co powoduje, że odpuszczasz dietę. Moim zdaniem pytania były tendencyjne, a na pewno szyte na miarę webinaru, którego retoryka w efekcie prowadziła do nabycia usług tej korporacji.
Ludzi mamią
różne firmy, dietetycy i tzw. specjaliści hasłami o skutecznym odchudzaniu,
jedynej właściwej metodzie, najlepszych sprawdzonych praktykach. Hasła
ilustruje się zdjęciami przed i po, a ludzie w to idą, wydają pieniądze i kończą
jak zawsze, czyli bez oczekiwanego efektu, albo z efektem jojo. Zanim wyda się
pieniądze na dietę cud, to proponuję zastanowić się dlaczego świat jest pełen
grubasów i chorych metabolicznie ludzi skoro wszędzie oferują rewelacyjne
rozwiązania. Być może pomyślisz, że te rzesze grubasów jeszcze o tej wiedzy nie
mają, bo jakby wiedziały, to od razu by spróbowały i schudły. Nic bardziej
mylnego – grubasy są i będzie ich coraz więcej dlatego, że te zalecenia
dietetyczne są łatwe w przekazie, ale trudne do wykonania. Spotkałam się w
swoim krótkim życiu z dietetyczkami, które głosiły z pełnym przekonaniem
zalecenia dietetyczne (niemożliwe do utrzymania dłużej niż przez kilka dni),
ale same były świadectwem ich niestosowania.
Niestety w
tym wszystkim nie chodzi o przestrzeganie jakiś tam zasad. Kluczem do sukcesu
jest wyczucie swojego organizmu i skupienie uwagi na sygnałach z ciała, które
trzeba respektować i zaopiekować. O tym mało się mówi, bo każdy z nas ma inne
odczucia i żaden dietetyk nie powie co ma klient zrobić, bo dietetyk nie czuje
tego co klient. Dlatego zalecenia nie działają, bo ci co je wygłaszają nie mają
zielonego pojęcia w którym momencie pory dnia co klient powinien zastosować.
Podam przykład: standardowy dietetyk twierdzi, że trzeba jeść regularne posiłki
3-4 w ciągu dnia, a do tego przekąski, co najmniej 8 porcji warzyw i owoców,
wychylić co najmniej 2 litry wody, do tego jeszcze herbatki, soki świeżo
wyciskane. Jeśli wstajesz o g. 7:00, to zrealizowanie ww. zaleceń oznaczałoby
siedzenie w domu i przyjmowanie od rana do wieczora całej tej strawy i napojów
w interwałach 0,5 h. Być może ktoś, kto nie ma nic innego do roboty jest w
stanie te zalecenia realizować, tylko komu chciałoby się wcinać co pół h dokładnie
odmierzone w gramach frykasy typu (plasterek szynki, dwie ćwiartki pomidora,
szklanka soku pomarańczowego, kromka pełnoziarnistego pieczywa, pieczone jabłko
z cynamonem itp.)? Ochota na te frykasy szybko odejdzie, a w brzuchu będzie się
przelewać z prawej na lewą, gdy będziesz je non stop popijać. Zmierzam do tego,
że te zalecenia są wbrew naturze człowieka i totalnie nieskuteczne, a to przede
wszystkim dlatego, że są niedostosowane do konkretnej osoby.
Aby zrzucić
zbędny balast trzeba zacząć od zastanowienia się nad tym czym doprowdziłem/am
do jego wyhodowania. Być może jest to żywienie się fast foodem, być może jest
to wymiatanie lodówki wieczorem, być może jest to pocieszanie się słodyczami,
być może jest to odmawianie sobie tłuszczu i białka na rzecz wysokich węgli
nawet tych nieprzetworzonych, np. kasze, ryże, pełne ziarna itp. Te powyższe
działania destabilizują procesy metaboliczne, co w efekcie niespodziewanie może
uruchamiać wilczy apetyt, którego nie poskromi żadna wzniosła gadka motywacyjna
dietetyka. Ta destabilizacja może uruchamiać stany depresyjne, zmieniać
nastrój, generować lęki, które instynktownie człowiek chce zajadać czymś
dobrym, czyli tłustym słodkim lub słonym. A dietetyk skomentuje takie
zachowanie słabą silną wolą, brakiem dyscypliny, niekonsekwencją klienta itp.
Dietetykowi łatwo się wymądrzać, ale też jest człowiekiem i nie raz ponosił
sromotne klęski w obliczu szafki z przekąskami.
Jak już
zastanowisz się nad żywotem swojej nadwagi, to następnie obserwuj siebie.
Zastanów się czy i co chcesz teraz zjeść, albo wypić. Być może w wyniku tego
wewnętrznego dialogu okaże się, że wcale nie chcesz jeść, ale nie wiesz co masz
teraz ze sobą zrobić, więc z nudów albo w ramach relaksu chcesz wciągnąć paczkę
czipsów przed ekranem. A może czujesz straszny głód i najchętniej pochłonęłabyś
jajecznicę z 6 jajek ociekającą masłem, bo od miesięcy nie widziałaś jajek w
swojej lodówce. Warto wyedukować się w zakresie co tuczy, a co odżywia, co
poprawia metabolizm, a co włącza tryb magazynowania. Mając tą wiedzę, która jest
powszechnie dostępna możesz ją samodzielnie wykorzystać, ale pod warunkiem
skupienia się na swoim ciele. Ta uwaga i baczność na siebie jest niezbędna do
osiągnięcia sukcesu w odchudzeniu, natomiast zbędny jest jakikolwiek dietetyk,
bo bez względu na stawkę jaką zaśpiewa i jak się zareklamuje i tak nie pomoże.