wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

piątek, 17 lipca 2026

Nowa psychologia jedzenia

Wzięłam udział w webinarze pod tytułem „Dlaczego diety nie działają” zorganizowanego przez dużą korporację, która niby sprzedaje usługi zachowania dobrego zdrowia i kondycji ciała ludzkiego. Ciekawa byłam czy coś tam przełomowego powiedzą, coś czego nie wiem. Nic takiego tam nie padło, a webinar prowadziły w sumie 4 osoby w formie panelu dyskusyjnego. Dodatkowo zadawali pytania uczestnikom, którzy mieli możliwość wyrażać swoje zdanie w formie ankiety, a pytano ich ile razy w życiu byłeś/aś na diecie oraz co powoduje, że odpuszczasz dietę. Moim zdaniem pytania były tendencyjne, a na pewno szyte na miarę webinaru, którego retoryka w efekcie prowadziła do nabycia usług tej korporacji.

Ludzi mamią różne firmy, dietetycy i tzw. specjaliści hasłami o skutecznym odchudzaniu, jedynej właściwej metodzie, najlepszych sprawdzonych praktykach. Hasła ilustruje się zdjęciami przed i po, a ludzie w to idą, wydają pieniądze i kończą jak zawsze, czyli bez oczekiwanego efektu, albo z efektem jojo. Zanim wyda się pieniądze na dietę cud, to proponuję zastanowić się dlaczego świat jest pełen grubasów i chorych metabolicznie ludzi skoro wszędzie oferują rewelacyjne rozwiązania. Być może pomyślisz, że te rzesze grubasów jeszcze o tej wiedzy nie mają, bo jakby wiedziały, to od razu by spróbowały i schudły. Nic bardziej mylnego – grubasy są i będzie ich coraz więcej dlatego, że te zalecenia dietetyczne są łatwe w przekazie, ale trudne do wykonania. Spotkałam się w swoim krótkim życiu z dietetyczkami, które głosiły z pełnym przekonaniem zalecenia dietetyczne (niemożliwe do utrzymania dłużej niż przez kilka dni), ale same były świadectwem ich niestosowania.

Niestety w tym wszystkim nie chodzi o przestrzeganie jakiś tam zasad. Kluczem do sukcesu jest wyczucie swojego organizmu i skupienie uwagi na sygnałach z ciała, które trzeba respektować i zaopiekować. O tym mało się mówi, bo każdy z nas ma inne odczucia i żaden dietetyk nie powie co ma klient zrobić, bo dietetyk nie czuje tego co klient. Dlatego zalecenia nie działają, bo ci co je wygłaszają nie mają zielonego pojęcia w którym momencie pory dnia co klient powinien zastosować. Podam przykład: standardowy dietetyk twierdzi, że trzeba jeść regularne posiłki 3-4 w ciągu dnia, a do tego przekąski, co najmniej 8 porcji warzyw i owoców, wychylić co najmniej 2 litry wody, do tego jeszcze herbatki, soki świeżo wyciskane. Jeśli wstajesz o g. 7:00, to zrealizowanie ww. zaleceń oznaczałoby siedzenie w domu i przyjmowanie od rana do wieczora całej tej strawy i napojów w interwałach 0,5 h. Być może ktoś, kto nie ma nic innego do roboty jest w stanie te zalecenia realizować, tylko komu chciałoby się wcinać co pół h dokładnie odmierzone w gramach frykasy typu (plasterek szynki, dwie ćwiartki pomidora, szklanka soku pomarańczowego, kromka pełnoziarnistego pieczywa, pieczone jabłko z cynamonem itp.)? Ochota na te frykasy szybko odejdzie, a w brzuchu będzie się przelewać z prawej na lewą, gdy będziesz je non stop popijać. Zmierzam do tego, że te zalecenia są wbrew naturze człowieka i totalnie nieskuteczne, a to przede wszystkim dlatego, że są niedostosowane do konkretnej osoby.

Aby zrzucić zbędny balast trzeba zacząć od zastanowienia się nad tym czym doprowdziłem/am do jego wyhodowania. Być może jest to żywienie się fast foodem, być może jest to wymiatanie lodówki wieczorem, być może jest to pocieszanie się słodyczami, być może jest to odmawianie sobie tłuszczu i białka na rzecz wysokich węgli nawet tych nieprzetworzonych, np. kasze, ryże, pełne ziarna itp. Te powyższe działania destabilizują procesy metaboliczne, co w efekcie niespodziewanie może uruchamiać wilczy apetyt, którego nie poskromi żadna wzniosła gadka motywacyjna dietetyka. Ta destabilizacja może uruchamiać stany depresyjne, zmieniać nastrój, generować lęki, które instynktownie człowiek chce zajadać czymś dobrym, czyli tłustym słodkim lub słonym. A dietetyk skomentuje takie zachowanie słabą silną wolą, brakiem dyscypliny, niekonsekwencją klienta itp. Dietetykowi łatwo się wymądrzać, ale też jest człowiekiem i nie raz ponosił sromotne klęski w obliczu szafki z przekąskami.

Jak już zastanowisz się nad żywotem swojej nadwagi, to następnie obserwuj siebie. Zastanów się czy i co chcesz teraz zjeść, albo wypić. Być może w wyniku tego wewnętrznego dialogu okaże się, że wcale nie chcesz jeść, ale nie wiesz co masz teraz ze sobą zrobić, więc z nudów albo w ramach relaksu chcesz wciągnąć paczkę czipsów przed ekranem. A może czujesz straszny głód i najchętniej pochłonęłabyś jajecznicę z 6 jajek ociekającą masłem, bo od miesięcy nie widziałaś jajek w swojej lodówce. Warto wyedukować się w zakresie co tuczy, a co odżywia, co poprawia metabolizm, a co włącza tryb magazynowania. Mając tą wiedzę, która jest powszechnie dostępna możesz ją samodzielnie wykorzystać, ale pod warunkiem skupienia się na swoim ciele. Ta uwaga i baczność na siebie jest niezbędna do osiągnięcia sukcesu w odchudzeniu, natomiast zbędny jest jakikolwiek dietetyk, bo bez względu na stawkę jaką zaśpiewa i jak się zareklamuje i tak nie pomoże.