Tego autora wymieniają inni w swoich książkach oraz w niejednym podkaście powołano się na niego. Podtytuł książki brzmi „Zanurzyć się w doświadczeniu, płynąć z jego nurtem, smakować życie” i rzeczywiście pozycja gwarantuje zanurzenie się w czytaniu blisko 400 stron tekstu szczegółowych opisów odczuć, spostrzeżeń, przypadków z życia wziętych.
W połowie książki uznałam, że już wiem o co autorowi chodzi. Zdaje się, że głównym źródłem odczuwania stanu przepływu, czyli błogości, ukojenia, szczęścia, radości jest satysfakcja. Satysfakcję można czerpać w pracy, poza pracą, z wykonywanych zadań, z kontaktów z ludźmi, z nauki, z ruchu, z rozmowy, z czytania, ze słuchania muzyki, z patrzenia na sztukę itd.
Czytelnik odnajdzie w książce szereg prawd życiowych i
mądrości, ale wydaje mi się, że niekoniecznie w tych samych fragmentach. Wynika
to z naszej różnorodności i zwracania uwagi na inne aspekty życia, bycia
doświadczonym w innym zakresie z różną intensywnością, z odmiennej wrażliwości.
Zgadzam się z przesłaniem autora wyrażonym w tej pozycji,
ale nie jestem w stanie przebrnąć do końca książki, gdyż mam wrażenie, że w
koło na około autor pisze o tym samym podając różne przykłady. Dlatego też po
przeczytaniu połowy książki przeskoczyłam do ostatniego rozdziału i uznałam, że
to była dobra decyzja.
Sztuką jest napisać kilkaset stron o tym samym, ale w sposób
ujmujący temat z różnych punktów widzenia. Męczy mnie wielokrotne parafrazowanie,
które rozwiewa złudną nadzieją, że jednak na kolejnej stronie dowiem się czegoś
nowego. Dlatego też moja nadzieja umarła po 250 stronach i z ochotą zabrałam
się do lektury kolejnej pozycji.
