Książka rozkłada na czynniki pierwsze głoszoną przez Viktora Frankla metodę psychoterapii, logoterapii. Jeśli nie wiesz kim był i co przeszedł Viktor Frankl, to poszukaj w necie.
W książce jest opisanych siedem zasad postępowania, które mają nam ulżyć w życiu, mają pomóc odnaleźć, a raczej poczuć sens swojego żywota. Temat nie jest prosty, bo jest powiązany z wrażliwością danej osoby, używanej nomenklatury, stopnia przeżywania tego, co się zdarza na co dzień, poziomu wrażliwości, empatii itd. Dlatego do niektórych ta książka być może nie trafi, nie przypadnie im do gustu, a inni ogłoszą ją skutecznym poradnikiem osiągnięcia pełni swojego potencjału.
Mnie książka nie powaliła na kolana, ale doceniam pracę,
jaką autorzy wykonali i z jaką uważnością i szczegółowością opisali temat. To,
co zapamiętam z książki to stwierdzenie, że najbardziej uduchowione chwile
przeżywamy w momentach kryzysowych, kiedy jesteśmy wewnętrznie rozchwiani,
zdestabilizowani. Zgadzam się z tym, czuję że tak jest, ale nie mam pewności,
że dotyczy to każdego. Wydaje mi się, że są jednostki, których poziom
uduchowienia jest zerowy i nie należy mylić tego z religijnością.
Powtarzającym się motywem w książce jest stwierdzenie
głoszone przez Frankla, według którego każde zdarzenie, sytuacja pojawiająca
się w naszym życiu ma jakiś sens, tylko że czasami nie potrafimy go dostrzec.
Krytycy tej teorii zapewne stwierdziliby, że jest to próba racjonalizowania
i/lub sztucznego optymistycznego spoglądania na życie, choćby nie ważne co
złego by się przydarzyło. To co przeżył Frankl wyzwoliło w nim tzw. myślenie
pozytywne, bo inaczej chyba szybciej skończyłby swój żywot.
Bohaterem jest każdy, kto poradził sobie, wytrwał w
niesprzyjających okolicznościach i ostatecznie wyszedł na prostą. Dla każdego z
nas mogą być to inne okoliczności, dla jednego pożar domu będzie życiową
tragedią, dla innego śmierć dziecka, albo kradzież samochodu. Punkt widzenia
zależy od punktu odniesienia.
Jest to kolejna książka, w której autorzy przekonują, że
należy życie przeżywać, a nie wegetować. Że należy żyć z wdzięcznością, a nie
ciągłą postawą niezadowolenia i roszczeniową. Że należy żyć z ciekawością, a
nie w zblazowaniu. Jak często w takich pozycjach, tak i w tej przytoczony jest
przykład pięknego, odnoszącego sukcesy mężczyzny, który w chwili wypadku
samochodowego został do końca swoich dni przykuty do wózka inwalidzkiego. Ten
przykład ma uświadomić czytelnikowi, aby doceniać to, co teraz ma zamiast
ciągle gonić za nowym, lepszym, być ciągle zaabsorbowanym bezcelowymi
aktywnościami, albo biernym odbiorem miernej wartości treści prezentowanych w
mediach.
Przykłady tragicznego losu jednostek uruchamiają refleksję u
czytelnika tylko na chwilę, w której o tym czyta. Następnie książka odkładana
jest na półkę, a refleksja ulatuje. Zdaje się, że czym ciężej i częściej
doświadczamy przykrych sytuacji, tym stopniowo godzimy się z naszym życiem, po
czym na łożu śmierci stwierdzamy, że za dużo czasu straciliśmy na zamartwianie
się i pogoń za zbytkami. Rzadko kiedy zrozumienie dla samego siebie przychodzi
w trakcie naszego życia, lecz dopiero wraz z dopełnieniem żywota. Być może na
to zrozumienie potrzebujemy więcej czasu i mielibyśmy szansę nacieszyć się
życiem, jeśli byśmy żyli ze 150 lat.
