Gdzieś przeczytałam, że uważność zasila ciekawość, bo wtedy nie działamy automatem, tylko przypatrujemy się temu co dookoła. Poświecenie czemuś uwagi, a tym samym czasu i swojej energii mentalnej może uruchomić ciekawość, bo mogą pojawić się wtedy pytania, refleksje, obiekcje, chęć zgłębienia tematu.
Na przykład z uwagą odkurzasz mieszkanie. Być może wtedy dostrzeżesz zabrudzenie na dywanie i najdzie Cię chęć usunięcia plamki. Albo zahaczysz końcówką odkurzacza o przedmiot wciśnięty w kąt pod kanapą, na przykład będzie to dawno zgubiony breloczek, którego szukali wszyscy swego czasu domownicy. A teraz z radością z powrotem przyczepisz go do kluczyków.
Inny przykład uważności, to zauważenie sygnałów płynących z
ciała, np. burczenia w brzuchu, pisku/szumu w uszach, mrowienia w końcówkach
palców, wysypki na ciele, wypadających włosów itp. Ludzie ignorują nie tylko
takie sygnały, ale również bardziej zauważalne i dokuczliwe. Mogą trwać latami
w efekcie zaskakując nagłym znaczącym pogorszeniem zdrowia, którego właściciel
już dalej nie może go lekceważyć.
Dlaczego się spieszymy, bez uwagi wykonujemy gros
codziennych czynności? Istnieje teoria, że działanie na tzw. automacie, w
ramach nawyku odciąża nasz układ mentalny. Podobno jest to biologiczny
mechanizm oszczędzający wydatkowaną energię. Paradoksalnie ci dbający o
sylwetkę, ciągle liczący kalorie chcą jak najwięcej spalać, ale zapominają, że
mózg zużywa całkiem sporo, bo podobno ok. 20% energii, a w stanie fizycznego
spoczynku nawet 30%.
Uważność może zmienić jakość naszego życia, bo w końcu
zaczniemy dostrzegać to, co od dawna mieliśmy przed nosem. Zwiększanie
uważności nie przychodzi łatwo, bo organizm z łatwością wkracza na stare utarte
tory automatyzmów. Uważność może także być formą fitnessu dla umysłu – być może
niedługo zostanie ogłoszona nową aktywnością (sportową?) zmierzającą do
utrzymania także ciała w dobrej formie.
