W jednej z książek przeczytałam, że cywilizacja przyniosła nam szereg udogodnień, ale niestety skomplikowała nam życie. Teraz jesteśmy jeszcze bardziej zestresowani, zalęknieni, zmartwieni, wyczuleni na sygnały otoczenia. Dzieje się tak, bo dociera do nas masa informacji, impulsów, które wywołują emocje. Przez to nasze ciała mogą chorować, a przyczyna może być w głowie.
Generalizowanie nie jest wskazane, ale upraszcza nam postrzeganie i zrozumienie życia. Jednakże jest całkiem niedaleko od upraszczania do ułudy. Zdaje się, że nieświadomie pragniemy, żeby budowano na naszych oczach iluzję, w którą chcemy wierzyć. Odrzucamy to co niewygodne, pragniemy ułatwienia nie zastanawiając się skąd się wziął w naszym życiu natłok skomplikowania. Kluczem do sukcesu jest tutaj zatrzymanie się i zastanowienie nad swoim żywotem.
Jednakże ludzie tego nie robią (być może dlatego, że nikt ich tego nie nauczył, nie uświadomił), więc są łasi na przekaz z zewnątrz, który koloruje im świat.Za przykład podam tutaj współczesne urządzenia, które jakoby
gotują za nas. Mam na myśli tzw. termomiksy, multicooker, airfryery itp. Wsadzasz
do nich produkty, a te jakimś cudem mają przekształcić się w pyszne danie,
które producent zaprezentował na opakowaniu, załączonej instrukcji, w reklamie.
Wyobrażenie jak to się przekształca jest odmienne u każdego z nas i dlatego
niektórzy ochoczo je kupują, a inni pozostają przy płycie grzewczej i
piekarniku.
Tego typu kucharzące urządzenia nie są nowością. Kiedyś był
prodiż (o dziwo nadal dostępny w sprzedaży), ale już raczej zapomniany. Jakimś
cudem wcale nie uczynił przełomu w domowych kuchniach, jak również te
współczesne wynalazki. I zamiast kupować te urządzenia i cieszyć się gotowaniem
w garnku w domu, to ludzie masowo zamawiając fastfoody z tzw. restauracji, albo
pudełka z porcjowanymi papkami.
Jaki z tego morał? Ludzie lubią gotowanie, ale oglądając na
ekranie. Mniejszość społeczeństwa uwielbia majsterkować, szydełkować, prasować,
ćwiczyć ciało, to również ci w awangardzie lubią pichcić w swojej kuchni. Kupowanie
gotowego jedzenia drenuje kieszeń, więc w poszukiwaniu oszczędności
paradoksalnie ci stroniący od kuchni nabywają drogie urządzenia z nadzieją, że
te za nich ugotują. Większość nabywców tego sprzętu szybko zostaje pozbawiona
iluzji, że samo się ugotuje i będzie pysznie, więc następnie odsprzedaje lekko
używany.
Jeśli czegoś nie lubisz robić, to będziesz to postrzegał
jako problem, drogę przez mękę, niewygodę, dopust boży itp. Jeśli coś lubisz
robić, albo wiesz jak łatwo można to robić, to nie obciążasz się myślami co
przed Tobą, tylko wnet za to się bierzesz. W tym przypadku za gotowanie. Ale
niektórzy nie chcą otworzyć oczu, nie chcą niczego zmieniać w swoim życiu, są
przekonani, że nie da się inaczej, że to gotowanie to znój, trud i strata
czasu, który i tak przepalają bezmyślnie patrząc w ekrany.
Uciekanie od gotowania, jedzenie w pośpiechu i byle czego,
bez koncentrowania się na tej czynności, jest zadziwiającym zjawiskiem. A
zadziwia mnie dlatego, że przecież jedzenie jest przyjemnością, rozkoszą
podniebienia, może być czasem wytchnienia, relaksu, uspokojenia, przynoszą poczucie
bezpieczeństwa. Ale paradoksalnie ludzie chcą szybko zjeść i pędzić dalej. Ale
dokąd pędzić? Przecież spanie, jedzenie, wydalanie, odpoczywanie, ruszanie się
są fizjologicznymi czynnościami każdego z nas. Współczesny człowiek śmie
twierdzić, że nie musi wydalać, pocić się, spać, ani jeść. Woli zająć się
szczytnymi celami, produktywnymi zajęciami, emocjonującymi aktywnościami, a nie
tam jakimś jedzeniem.
Jedzenie dla niektórych stało się jedną z technicznych
funkcji, którą trzeba zrealizować, aby móc biec dalej. Tylko po co?
