wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

piątek, 17 kwietnia 2026

Ułuda upraszczania życia

W jednej z książek przeczytałam, że cywilizacja przyniosła nam szereg udogodnień, ale niestety skomplikowała nam życie. Teraz jesteśmy jeszcze bardziej zestresowani, zalęknieni, zmartwieni, wyczuleni na sygnały otoczenia. Dzieje się tak, bo dociera do nas masa informacji, impulsów, które wywołują emocje. Przez to nasze ciała mogą chorować, a przyczyna może być w głowie.

Generalizowanie nie jest wskazane, ale upraszcza nam postrzeganie i zrozumienie życia. Jednakże jest całkiem niedaleko od upraszczania do ułudy. Zdaje się, że nieświadomie pragniemy, żeby budowano na naszych oczach iluzję, w którą chcemy wierzyć. Odrzucamy to co niewygodne, pragniemy ułatwienia nie zastanawiając się skąd się wziął w naszym życiu natłok skomplikowania. Kluczem do sukcesu jest tutaj zatrzymanie się i zastanowienie nad swoim żywotem.

Jednakże ludzie tego nie robią (być może dlatego, że nikt ich tego nie nauczył, nie uświadomił), więc są łasi na przekaz z zewnątrz, który koloruje im świat.

Za przykład podam tutaj współczesne urządzenia, które jakoby gotują za nas. Mam na myśli tzw. termomiksy, multicooker, airfryery itp. Wsadzasz do nich produkty, a te jakimś cudem mają przekształcić się w pyszne danie, które producent zaprezentował na opakowaniu, załączonej instrukcji, w reklamie. Wyobrażenie jak to się przekształca jest odmienne u każdego z nas i dlatego niektórzy ochoczo je kupują, a inni pozostają przy płycie grzewczej i piekarniku.

Tego typu kucharzące urządzenia nie są nowością. Kiedyś był prodiż (o dziwo nadal dostępny w sprzedaży), ale już raczej zapomniany. Jakimś cudem wcale nie uczynił przełomu w domowych kuchniach, jak również te współczesne wynalazki. I zamiast kupować te urządzenia i cieszyć się gotowaniem w garnku w domu, to ludzie masowo zamawiając fastfoody z tzw. restauracji, albo pudełka z porcjowanymi papkami.

Jaki z tego morał? Ludzie lubią gotowanie, ale oglądając na ekranie. Mniejszość społeczeństwa uwielbia majsterkować, szydełkować, prasować, ćwiczyć ciało, to również ci w awangardzie lubią pichcić w swojej kuchni. Kupowanie gotowego jedzenia drenuje kieszeń, więc w poszukiwaniu oszczędności paradoksalnie ci stroniący od kuchni nabywają drogie urządzenia z nadzieją, że te za nich ugotują. Większość nabywców tego sprzętu szybko zostaje pozbawiona iluzji, że samo się ugotuje i będzie pysznie, więc następnie odsprzedaje lekko używany.

Jeśli czegoś nie lubisz robić, to będziesz to postrzegał jako problem, drogę przez mękę, niewygodę, dopust boży itp. Jeśli coś lubisz robić, albo wiesz jak łatwo można to robić, to nie obciążasz się myślami co przed Tobą, tylko wnet za to się bierzesz. W tym przypadku za gotowanie. Ale niektórzy nie chcą otworzyć oczu, nie chcą niczego zmieniać w swoim życiu, są przekonani, że nie da się inaczej, że to gotowanie to znój, trud i strata czasu, który i tak przepalają bezmyślnie patrząc w ekrany.

Uciekanie od gotowania, jedzenie w pośpiechu i byle czego, bez koncentrowania się na tej czynności, jest zadziwiającym zjawiskiem. A zadziwia mnie dlatego, że przecież jedzenie jest przyjemnością, rozkoszą podniebienia, może być czasem wytchnienia, relaksu, uspokojenia, przynoszą poczucie bezpieczeństwa. Ale paradoksalnie ludzie chcą szybko zjeść i pędzić dalej. Ale dokąd pędzić? Przecież spanie, jedzenie, wydalanie, odpoczywanie, ruszanie się są fizjologicznymi czynnościami każdego z nas. Współczesny człowiek śmie twierdzić, że nie musi wydalać, pocić się, spać, ani jeść. Woli zająć się szczytnymi celami, produktywnymi zajęciami, emocjonującymi aktywnościami, a nie tam jakimś jedzeniem.

Jedzenie dla niektórych stało się jedną z technicznych funkcji, którą trzeba zrealizować, aby móc biec dalej. Tylko po co?