Mówią, że człowiek to zwierzę stadne. Że ludzie osamotnieni (czyli ci, którzy nie lubią być sami) żyją krócej, częściej chorują. Podobno ludzie pielęgnujący kontakty z innymi ludźmi, czują się zaopiekowani, docenieni, potrzebni, wysłuchani i żyją dłużej. Są wyjątki w gatunku ludzkim – istnieją osobniki, które uwielbiają być same i stronią od towarzystwa, ale nie o nich ten post.
Ci łaknący kontaktów mogą zastępować je wirtualnymi towarzyszami. Niektórzy rozmawiają z botami, radzą się sztucznej inteligencji, jeśli nie znajdują człowieka do nawiązania dialogu. Są też tacy, co hołubią zwierzęta, jak najbliższych członków rodziny, karmią je najlepszymi frykasami, mówią do nich. Czasami można zobaczyć starszą panią na spacerze z utuczonym psem, który już nie wygląda jak pies.
Podobno człowiek radzi sobie z samotnością także otaczając
się roślinami. Są tacy, co uwielbiają pielęgnować kwiaty w przydomowym
ogrodzie. Albo w domu mają tłum doniczek. Na parapetach niektórych mieszkań
widać rozpychające się rośliny, które zasłaniają okna przed promieniami
słonecznymi. Po co to ludziom?
Opiekując się roślinami, czy zwierzętami ludzie budują w
sobie poczucie bycia potrzebnym. Mają wpływ na coś, co buduje u nich poczucie
kontroli. Czują, że mają po co żyć, mają cel, być może poprawiają swoją
kondycję zdrowotną w obawie przedwczesnego osierocenia pieska, kotka, paprotki.
Mają poczucie współuczestniczenia w czyimś żywocie, przynależności, łączności z
energią, innymi istotami.
Ludzka świadomość jest niezbadana. Ludzie o ludziach nadal
mało wiedzą, a badania w tym zakresie przełomów nie czynią. Warto przyglądać
się sobie, aby wiedzieć czego się potrzebuje, co nam służy. Warto żyć po
swojemu, bez względu na to co inni powiedzą za naszymi plecami, bo przecież
nigdy nam prosto w twarz.
