Od zawsze wydawało mi się, że w przygotowywaniu potraw najtrudniej jest uczynić zdatnym do zjedzenia mięso i rybę. Sądziłam, że te potrafią przygotować tylko osoby z dużym/długoletnim doświadczeniem w przyrządzaniu posiłków. Wydawało mi się, że w mojej rodzinie tylko moja mam i babcia potrafią przyrządzić mięso i ryby, a ja nie dam rady. Nie chciałam za to się brać w obawie, że przypalę, albo niedosmażę, albo będzie niedobre (czyli inne, niż przygotowane przez tych, co potrafią gotować).
Skutkuje to tym, że w lodówce nie ma gotowego do spożycia mięsa (ale nie chodzi tutaj o wędliny, konserwy). Człowiek jak głodny, to zje wszystko, a bardzo łatwo i szybko przygotować jakiś substytut, czyli coś wysokowęglowodanowego, np. ugotować makaron, ryż, podgrzać mrożonki (pizza, frytki, pierogi), zrobić kanapki, zapchać się jogurcikami, chrupkami i innego rodzaju żarciem mało odżywczym i niesycącym, ale wypełniającym trzewia.
Na stylu żywieniowym keto nie ma zmiłuj – trzeba się nauczyć
przygotowywać mięso i ryby, bo inaczej nie będzie co jeść. Jedzenie codziennie
jajek i serków nie jest wskazane, gdyż nabiał ma relatywnie sporo cukru
mlecznego i może podnosić insulinę. Tylko mięso i ryby są bezwęglowodanowe i
najskuteczniej sycące.
Okazuje się, że smażenie ryby jest tak proste jak smażenie
jajecznicy. Polecam wcześniej obejrzeć filmik, albo nawet i dwa youtuberów
specjalizujących się w gotowaniu na ekranie. Ja tak zrobiłam i rybę bez
problemów usmażyłam. Łosoś był tak pyszny, jak ten zaserwowany w restauracji.
Ten mój pierwszy raz ze smażeniem ryby napełnił mniej dumą i pewnością, że
poradzę sobie z obróbką termiczną także mięsa.
Dla chcącego nic trudnego – zacznij działać, zamiast szukać
wymówek. Nie obawiaj się porażki, bo nawet jak jej doświadczysz, to będzie dla
Ciebie cenną nauką. Po usmażeniu pierwszej ryby już wiem, jakie błędy
popełniłam i co zrobić inaczej. Teraz będzie już tylko coraz lepiej.
