Praktyczność można przeciwstawić szaleńskości. Michał pozwala sobie tylko miejscami w książce na wyrażenie swoich emocji, refleksji, po czym po paru wierszach tekstu przywołuje się do porządku i znowu daje masę wskazówek, porad bazując na swoim bogatym doświadczeniu w prowadzeniu bloga. Zaczynał od podstaw blogowania, bo chciał dzielić się swoja wiedzą na temat oszczędzania, mądrego zarządzania pieniędzmi. Z czasem zaczął zarabiać tysiące na publikowaniu swoich treści, ale zanim to nastąpiło, to w wielkiej niepewności rzucił pracę na etacie.
Ale tytuł tej książki wprowadza w błąd. Wcale nie traktuje o
zaufaniu. Raptem w kilku fragmentach to zaufanie jest przywołane. Zdaje się, że
recenzent/redaktor książki chciał chwytającym za serce tytułem napędzić
sprzedaż. Gdyby książka miała na okładce „Poradnik blogera – od zera do
milionera”, to zapewne tylko nieliczni by po nią sięgnęli.
Zdaje się, że ludzie lubią czytać o konceptach, czyichś
przemyśleniach, refleksjach. Lubią luźną narrację, bo ta nie wymaga skupienia,
a raczej relaksuje. W szkołach zasypano nas wiedzą niekoniecznie praktyczną, a
teraz, jak już jesteśmy dorośli, to sięgamy po inny rodzaj książek (oczywiście
jeśli w ogóle po książki sięgamy).
Moim zdaniem pozycja powinna być zatytułowana „Wiarygodność.
Opowieść o tym jak opłaca się być autentycznym.” Prawie na każdej stronie tej
pozycji autor ujawnia szczegóły swojego działania, potknięć, sukcesów,
współpracy ze sponsorami, także osobami wspierającymi, ujawnia dochody, koszty
swojej działalności. Na przykład wylicza ile wydał na budowę bloga, opisuje
jakimi kierował się przesłankami wybierając taką, a nie inną platformę, domenę,
wymienia co zrobiłby inaczej, na czym przepłacił. Kwieciście opisuje co jego
zdaniem najlepiej buduje popularność bloga, jak prowadzić newsletter, jak
radzić sobie z hejtem w komentarzach. Przywołuje swoje doświadczenia w
wystąpieniach telewizyjnych i dlaczego nie wpływa to na popularność bloga.
Zdaje się, że szacunek do odbiorców swoich treści, responsywność na komentarze,
maile oraz rozwaga przy wyborze sponsorów, tudzież innych form współpracy, to
kluczowe elementy budowania stabilnej i dochodowej działalności internetowej.
Michał to osoba twardo stąpająca po ziemi, rozważna aż do
bólu w porównaniu do kolorowych ptaków, których obecnie w internecie coraz
więcej. Michał urodził się w latach 70. zeszłego wieku, co za pewne
ukształtowało jego postawę do pieniądza, czyli zero rozrzutności, a maksimum
oszczędności/optymalizacji kosztów. W opozycji do tak praktycznych osób są ci,
co nie martwią się o jutro, co do garnka włożyć, beztrosko żyją. Mam wrażenie,
że właśnie tych bujających w chmurach jest coraz więcej w przestrzeni internetowej
i właśnie tacy zarabiają krocie na filmach o znikomej wartości, wręcz zerowej
treści, ale za to dużej oglądalności.
Czy świat coraz częściej skłania się ku szaleńskości, a
odrzuca praktyczność? Mam taki feeling, ale być może generalizuję.
