wstep

Od 13. roku życia codziennie ćwiczę. Zaczynałam od prostych ćwiczeń w pokoju na dywanie i chodzenia po schodach z i na 9 piętro. Następnie biegałam, pływałam, jeździłam na rowerze, na nartach, na snowboardzie, pływałam na windsurfingu, grałam w tenisa. Po czterdziestce zaczęłam regularnie ćwiczyć w klubie fitness. Przetestowałam na sobie wszystkie diety, posty też. Doświadczając na sobie zrozumiałam, że każdy z nas jest inny – to co dla mnie jest skuteczne i dobre w danym momencie życia, innym może nie służyć. Fitness nadaje sens mojemu życiu i generuje poczucie szczęścia bez zewnętrznych powodów. Chcę dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem po to, aby zainspirować innych do bycia fit.

poniedziałek, 22 września 2025

Moja recenzja książki pt. „Zaufanie czyli waluta przyszłości. Moja droga od zera do 7 milionów z bloga” Michał Szafrański

Autor jest praktycznym facetem. Jak czytam jego książkę, to oczyma wyobraźni widzę znajome mi osoby, podobne jemu właśnie tą praktycznością, także prawdomównością, szczerością, otwartością.

Praktyczność można przeciwstawić szaleńskości. Michał pozwala sobie tylko miejscami w książce na wyrażenie swoich emocji, refleksji, po czym po paru wierszach tekstu przywołuje się do porządku i znowu daje masę wskazówek, porad bazując na swoim bogatym doświadczeniu w prowadzeniu bloga. Zaczynał od podstaw blogowania, bo chciał dzielić się swoja wiedzą na temat oszczędzania, mądrego zarządzania pieniędzmi. Z czasem zaczął zarabiać tysiące na publikowaniu swoich treści, ale zanim to nastąpiło, to w wielkiej niepewności rzucił pracę na etacie.

Ale tytuł tej książki wprowadza w błąd. Wcale nie traktuje o zaufaniu. Raptem w kilku fragmentach to zaufanie jest przywołane. Zdaje się, że recenzent/redaktor książki chciał chwytającym za serce tytułem napędzić sprzedaż. Gdyby książka miała na okładce „Poradnik blogera – od zera do milionera”, to zapewne tylko nieliczni by po nią sięgnęli.

Zdaje się, że ludzie lubią czytać o konceptach, czyichś przemyśleniach, refleksjach. Lubią luźną narrację, bo ta nie wymaga skupienia, a raczej relaksuje. W szkołach zasypano nas wiedzą niekoniecznie praktyczną, a teraz, jak już jesteśmy dorośli, to sięgamy po inny rodzaj książek (oczywiście jeśli w ogóle po książki sięgamy).

Moim zdaniem pozycja powinna być zatytułowana „Wiarygodność. Opowieść o tym jak opłaca się być autentycznym.” Prawie na każdej stronie tej pozycji autor ujawnia szczegóły swojego działania, potknięć, sukcesów, współpracy ze sponsorami, także osobami wspierającymi, ujawnia dochody, koszty swojej działalności. Na przykład wylicza ile wydał na budowę bloga, opisuje jakimi kierował się przesłankami wybierając taką, a nie inną platformę, domenę, wymienia co zrobiłby inaczej, na czym przepłacił. Kwieciście opisuje co jego zdaniem najlepiej buduje popularność bloga, jak prowadzić newsletter, jak radzić sobie z hejtem w komentarzach. Przywołuje swoje doświadczenia w wystąpieniach telewizyjnych i dlaczego nie wpływa to na popularność bloga. Zdaje się, że szacunek do odbiorców swoich treści, responsywność na komentarze, maile oraz rozwaga przy wyborze sponsorów, tudzież innych form współpracy, to kluczowe elementy budowania stabilnej i dochodowej działalności internetowej.

Michał to osoba twardo stąpająca po ziemi, rozważna aż do bólu w porównaniu do kolorowych ptaków, których obecnie w internecie coraz więcej. Michał urodził się w latach 70. zeszłego wieku, co za pewne ukształtowało jego postawę do pieniądza, czyli zero rozrzutności, a maksimum oszczędności/optymalizacji kosztów. W opozycji do tak praktycznych osób są ci, co nie martwią się o jutro, co do garnka włożyć, beztrosko żyją. Mam wrażenie, że właśnie tych bujających w chmurach jest coraz więcej w przestrzeni internetowej i właśnie tacy zarabiają krocie na filmach o znikomej wartości, wręcz zerowej treści, ale za to dużej oglądalności.

Czy świat coraz częściej skłania się ku szaleńskości, a odrzuca praktyczność? Mam taki feeling, ale być może generalizuję.